Witam… Co powiecie na coś bardzo konserwatywnego???
Gondolier
Zieloną przestrzeń przed domem ograniczał głęboki rów. Przecinał w poprzek dolinę szerokiej łąki, wyznaczając dostępne obszary zabaw. Nigdy nie zastanawiałem się, kto wykopał tę przeszkodę i czyje czołgi miały w nią wpadać. Jedno wiedziałem: każde zbliżenie się do brzegu groziło laniem.
Ileż jednak pokus było silniejszych od tej kary?
Zimą, gdy woda zamarzała, dziecięcy świat tajemniczych wypraw stawał się nieskończony. Wracając ze szkoły, wystarczała tylko chwila na przykręcenie łyżew wyciągniętych z tornistra. Swoboda, ograniczona jedynie twardością lodu, trwała do zmierzchu. Śnieg gasił pragnienie, chłodził rozgrzane policzki i uświadamiał, że w domu trzeba będzie osłaniać się poduszką. Szeroki asortyment ochrony przed paskiem doskonale opanowałem i tylko raz zdarzył się niewypał.
Zaskoczony zostałem na środku pokoju, słyszałem już świst cienkiej, biało-niebieskiej plecionki poruszanej ręką mamy. Nie miałem żadnych szans na obronę. Nagle, doznawszy olśnienia, wskoczyłem pod dywan! W zachwycie nad własnym geniuszem przeszkadzały tumany kurzu, oczekujące na przedświąteczne porządki.
Mama wpadła w furię - nie przypuszczałem, że miała tyle siły. W pokoju zakotłowało się; przerażającemu krzykowi wtórował odgłos padających, dookoła stołu, krzeseł. Próbowałem jeszcze zagłębić się pod niedostępne fałdy dywanowej mieszaniny ciężkiego materiału i rocznego pyłu. Nadaremnie...!
W czasie marszu do łazienki, cała moja postać, szczególnie jej tylna, zaokrąglona część, pokrywała się wzrastającą ilością odkurzonych miejsc.
Wiosną, łąkę, od ogrodu po rów przeciwczołgowy, zalewała woda. Rodzice twierdzili, że to bajoro powstawało w wyniku źle funkcjonującej kanalizacji całego zespołu budynków szpitalnych.
Dla nich bajoro, dla nas morze fantazji. Wszystkie drzwi z ogrodowej altany wynosiliśmy na ten zalew chłopięcych marzeń. Godzinami potrafiliśmy pływać, prowadzić wojny i zdobywać nieznane kraje.
W zabawach towarzyszył mi Stasiu - mieszkał z rodzicami na terenie szpitala, gdzie jego ojciec zatrudniony został jako woźnica. W równym stopniu angażowaliśmy się poszukiwaniem morskich skarbów, jak i pirackimi wypadami. Staś przychodził zazwyczaj pod okna z przygotowaną żerdzią. Rodzice nie okazywali zachwytu z tego rodzaju zabaw na gnojówce, ale tolerowali je.
- Gondolier na ciebie czeka - zawołała mama.
Grałem z Krysią w wojnę i przegrywałem, bez żalu więc odszedłem od stołu. Karty poleciały na ziemię - wybiegłem z pokoju, a towarzyszył mi wrzask młodszej siostry:
- Gondolier..., Gondolier..., Gondolier...!
Nie robiłem sobie nic z histeryzowania Kryśki, lubiłem nawet się z nią droczyć. Na Stasia podziałało to inaczej; poczerwieniał, zacisnął zęby, usta wykrzywił. Ze złością wycedził:
- Nie jestem żadnym gondolierem...!
Czy mógł on coś wiedzieć o nieznanej, odległej Wenecji? Obraził się śmiertelnie.
Każdorazowo, gdy mam okazję płynąć po Canal Grande, wspominam Stasia. Myślę wtedy o brudnej wodzie mogącej tak skutecznie inspirować do wspaniałych czynów i przeżyć.
_________________ "Udawać, że jest inaczej, to nie tylko oszukiwać samego siebie."
Ernest GELLNER
Ostatnio zmieniony przez wyrostek42 Czw Lis 20, 2008 12:24 pm, w całości zmieniany 4 razy
znaczy szła na ukrzyżowanie, smagana batami? Taka luźna dygresja. Zdanie i wyrażenie w sumie poprawne, ale to dwuznaczne skojarzenie każe się zastanowić nad zmianą.
Cytat:
W czasie marszu do łazienki, cała moja postać pokrywała się coraz to liczniejszą ilością odkurzonych miejsc.
Po pierwsze, wyrażenie "cała moja postać" jest dość udziwnione. Po drugie, "liczniejsza ilość" to masło maślane. Po trzecie, te odkurzone miejsca świadczyłyby niby o razach, które dzieciak dostawał po drodze do łazienki, ale wtedy to nie byłby marsz - mały zachrzaniałby jak osaczony dzik.
Cytat:
Wszystkie drzwi z ogrodowej altany
Brzmi, jakby ta altana miała wielkość stodoły i drzwi w sporej ilości - ogrodowe altany to małe, drewniane budyneczki albo zupełnie otwarte, albo zamknięte na jedne, proste, małe drzwiczki.
Cytat:
na terenie szpitala, gdzie jego ojciec zatrudniony został jako woźnica.
Taki niuansik - został zatrudniony na terenie szpitala, czy w szpitalu? Bo zdanie tego nie determinuje. Czytelnik nie powinien musieć się nad niczym zastanawiać...
Cytat:
Rodzice nie okazywali zachwytu z tego rodzaju zabaw „na gnojówce”, ale tolerowali je.
Cudzysłów nie jest potrzebny - przecież narratorem jest bawiący się (teraz lub niegdyś) chłopiec, który właśnie taką terminologią operuje. Cudzysłów bardzo często jest swoistym tchórzostwem prozaika, który obawiając się ewentualnej niepoprawności, stara się ją zawczasu usprawiedliwiać cudzysłowem. :)
Interpunkcja miejscami zbyt najeżona przecinkami.
Tyle "błędów" wyłapałem. Niektóre są rzeczywiście potnięciami, inne są bardziej sugestiami przewrażliwionego czytelnika, który oczekuje tekstu idealnego.
Teraz o tekście jako takim. Po pierwsze, nie jest to opowiadanie, tylko miniaturka - zaraz przeniosę do odpowiedniego działu. Po drugie, jak większość miniaturek, jest na dłuższą metę o niczym i niewiele czytelnikowi oferuje. Niezaprzeczalnym plusem jest tu dająca się wyczuć nostalgia we wspomnieniowej podróży narratora, oraz sympatycznie zbudowany obrazek, który ma ręce i nogi. Styl, choć momentami delikatnie udziwniony, jest całkiem przyzwoity. Całość historii niestety nie powala. Żadnych głębszych odniesień, mrugania okiem do czytelnika - prosta historia bez drugiego dna. Z masą emocji, niestety wyrwanych z serca autora, niekoniecznie czytelnika. Niektórzy znajdą tu coś dla siebie, inni kompletnie nic. Mi przypomniała się altana na wsi u babci - fajne wspomnienie, za które dziękuję. Jednocześnie jednak, jako rzeczony bardzo konserwatywny krytyk, muszę tekst opatrzyć metką wprawki lub fragmentu wyrwanego z kontekstu. Fajnie by to wyglądało jako część czegoś większego - jakiegoś ciepłego pamiętnika w stylu "Bezgrzesznych lat" Makuszyńskiego. Samo w sobie broni się z wielkim trudem.
Dziękuję, za recenzję. Z większością uwag się zgadzam. Poprawki zostały naniesione. Odnośnie paru spraw: 1) Drzwi altanowe - to masz racje, nie logicznie to brzmi, ale ta altanka, a była to solidna poniemiecka altana, posiadała faktycznie troje drzwi.
2) Marsz do łazienki wymagał pokory. Mógłby wyglądać bardziej dramatycznie gdyby to ojciec chciał w nim wziąć udział.
Faktycznie czasami gubię podmiot, lub coś tam innego, ale robię to celowo, aby pozbyć się dokładności. 3) Ostatnia najważniejsza sprawa, którą tak precyzyjnie odczułeś: „Gondolier” to jedna z wielu miniaturek i opowiadań tworzących całość, które tu wkrótce (jak zarobię Frynie) zamieszczę.
_________________ "Udawać, że jest inaczej, to nie tylko oszukiwać samego siebie."
Ernest GELLNER
Ostatnio zmieniony przez wyrostek42 Wto Lis 18, 2008 5:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
to zdanie zupełnie mi nie pasuje do reszty. Zrobiło się nieprzyjemnie krzykliwie, niczym na blogu jakimś. Do tego rozpoczynasz od "Nagle", co jest tanim chwytem. napisz to tak - łącząc z poprzednim zdaniem - "jednak olśniony, wskoczyłem pod dywan"
wyrostek42 napisał/a:
Próbowałem jeszcze zagłębić się pod niedostępne fałdy tej mieszaniny ciężkiego materiału i rocznego pyłu.
tutaj przesadziłeś.
wyrostek42 napisał/a:
zdobywać nieznane kraje.
może "podbijać"?
wyrostek42 napisał/a:
W zabawach towarzyszył mi Stasiu
wcześniej pisałeś w liczbie mnogiej, więc nie pasuje tu "mi". Napisz "nam"
wyrostek42 napisał/a:
W zabawach towarzyszył mi Stasiu - mieszkał
myślnik nie pasuje, lepiej by było, gdybyś skończył zdanie na imieniu, a później dał nowe zdanie.
wyrostek42 napisał/a:
angażowaliśmy się poszukiwaniem
a nie mówi się przypadkiem "angażować się w coś"? Pewnie się mylę, ale to, coś napisał, drogi wyrostku, mocno mi zgrzyta.
wyrostek42 napisał/a:
, zacisnął zęby, usta wykrzywił.
dobrze by było, żebyś, tak jak "zacisnął zęby" napisał to drugie. To znaczy zaczął od czasownika, a nie rzeczownika.
wyrostek42 napisał/a:
Nie jestem żadnym gondolierem...!
wyrostek42 napisał/a:
Gondolier..., Gondolier..., Gondolier...!
wywal te wielokropki, proszę! Tylko twój teks rujnują.
wyrostek42 napisał/a:
Myślę wtedy o brudnej wodzie mogącej tak skutecznie inspirować do wspaniałych czynów i przeżyć.
tak czyli jak? Zrozum, że "tak" jak nie potwierdzenie czegoś i bez rozwinięcia jest zwykłą głupią podpórką. Autor pisze, że np. coś jest tak piękne. On wie, jak, ale czytelnik nie wie. I nie będzie wiedział, dopóki autor swej myśli nie rozwinie, czyli np." było tak piękne, że patrzył na to godzinami" (choć radze w ogóle unikać "tak" oraz "taki" "taka" itp, bo nawet dobrze skonstruowane takie zdanie może być początkiem klimaciarstwa)
Tekst jest zwykłym obrazkiem. Mało z niego wynika, nie zachęca do rozmyślania nad nim. Nie miałam żadnych wspomnień, czytając ten tekst. Styl dobry, choć momentami przesadzasz, jak to zaznaczyłam przy jednym zdaniu.
Dzięki za pochylenie się nad Gondolierem. :oops: W odróżnieniu jednak od Wolanda Twoje uwagi jakoś mnie w całości nie przekonują. Zadanie domowe odrobiłaś bardzo dobrze, bo w zasadzie do każdego punktu, można się przyczepić. Można też inaczej popatrzyć się na to.
Zacznę od końca:1. mogącej tak skutecznie - to "tak" odnosi się do następnych dokonań bohatera. Jest pewnym myślowym drogowskazem, choć zgadzam się, że nie jest to takie oczywiste.
2. W zabawach towarzyszył mi Stasiu - gdybym napisał, jak proponujesz "nam" znaczyłoby to, że Stasiu dołączyłby do mnogiego towarzystwa. Przyznaję jednak, że to zdanie, w powiązaniem z poprzednim jesz skonstruowane niezgrabnie.
3. Kraje się podbija; tak! Można je też zdobywać, tak jak zazwyczaj określają to dzieci. I tu przejdę do pozostałych punktów: historyjka opisana jest oczyma małego chłopca, żyjącego w dość zamierzchłych czasach. W związku z tym krzykliwie czy z przesadą to dość względna sprawa. :mrgreen:
Pozdrawiam
_________________ "Udawać, że jest inaczej, to nie tylko oszukiwać samego siebie."
Ernest GELLNER
W związku z tym krzykliwie czy z przesadą to dość względna sprawa. :mrgreen:
no ale ta krzykliwość brzmi jak z tekstów początkującej, grafomańskiej pisarki. No chyba że chcesz, żeby tak brzmiało - proszę bardzo, ja nie będę nalegała, żebyś pisał lepiej.
wyrostek42 napisał/a:
. Kraje się podbija; tak! Można je też zdobywać, tak jak zazwyczaj określają to dzieci.
to była jedynie sugestia, teraz ją całkowicie cofam, bo widzę, że jednak lepsza jest twoja wersja.
wyrostek42 napisał/a:
Zacznę od końca:1. mogącej tak skutecznie - to "tak" odnosi się do następnych dokonań bohatera. Jest pewnym myślowym drogowskazem, choć zgadzam się, że nie jest to takie oczywiste.
nie przyszło mi to na myśl, ale nadal jestem za wywaleniem. Zdanie na tym nie straci, a nawet zyska.
Patka, jeżeli przeczytałaś mój ostatni post (na szczęśnie usunięty); bardzo przepraszam. To było nieprzemyślane i w sumie prostackie. Rozbawiony zobaczyłem pochyloną młodą dziewczynę nad tekstem i w tym miejscu skończyło się myślenie. Obraz zdominował.
Odnośnie "tak" zgadzam się z Tobą. Bez niego jednak zdanie wydaje mi się za proste a odpowiedniego przymiotnika nie potrafię znaleźć.
Pozdrawiam
_________________ "Udawać, że jest inaczej, to nie tylko oszukiwać samego siebie."
Ernest GELLNER
Wkradam się po raz pierwszy a tekst pt. ''Gondolier'' i widzę taki oto początek:
Cytat:
Witam… Co powiecie na coś bardzo konserwatywnego???
Mimo moich nie do końca ukształtowanych poglądów lecę dalej.
Przeczytałam bez większego entuzjazmu aczkolwiek nie rozumiem nadal wstępu. Co chciałeś powiedzieć zaznaczając na początku utworu, iż jest on konserwatywny?
Jak wspomniała moja poprzedniczka owa miniaturka to taka krótka scenka, opisana w dość przystępny sposób, nie gryzący czytelnika.
Szczególnie zauroczył mnie ten akapit:
Cytat:
Dla nich bajoro, dla nas morze fantazji. Wszystkie drzwi z ogrodowej altany wynosiliśmy na ten zalew chłopięcych marzeń. Godzinami potrafiliśmy pływać, prowadzić wojny i zdobywać nieznane kraje.
Przypomina mi trochę moje dzieciństwo mimo, iż w utworze wspominasz o chłopcach. ;P
Za to boli mnie trochę to na co wcześniej uwagę zwróciła już Patka:
Cytat:
- Gondolier..., Gondolier..., Gondolier...!
Nieco nie eleganckie. Lepiej gdybyś zastosował same wołacze.
Mocno infantylne wydaje mi się też ostatnie zdanie. Przypomina mi zakończenia wypracowań jakie pisałam w podstawówce. Nie zachęca ono do refleksji i psuje cały tekst i w tym przypadku jest po prostu zbyt dobitne i za mało subtelne. Aczkolwiek całość ma swój urok ale nie czuję jeszcze ''tego czegoś''.
Co do wstępu - całkowita zgoda. :oops: Woland odpowiedział jako bardzo konserwatywny krytyk, więc zostawiłem. A prawdę powiedziawszy gryzły mnie kompleksy przed pierwszym wystąpieniem. :roll:
quote="Danusia"]Nieco nie eleganckie. Lepiej gdybyś zastosował same wołacze. [/quote] - Chciałem trochę pogestykulować! :mrgreen:
Infantylizm ostatniego zdania? :wink: W pewnym sensie tak to wygląda. Zostawię jednak, jest ono, jak zresztą całe opowiadanie, nostalgicznym wspomnieniem napisanym przed ćwierćwieczem. :grin:
Pozdrawiam
_________________ "Udawać, że jest inaczej, to nie tylko oszukiwać samego siebie."
Ernest GELLNER
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum