Erynie - Forum Literackie - Proza, Poezja, Publicystyka, Dramat, Pojedynki Literackie.


 

 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   StatystykiStatystyki   AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja  ProfilProfil   ZalogujZaloguj 


 Ogłoszenie 
Portal Literacki Erynie.pl

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie w życiu
Autor Wiadomość
Sonea 
Uczestnik



Pomogła: 12 razy
Wiek: 18
Dołączyła: 06 Sty 2009
Posty: 89
Eryników: 48
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Lut 01, 2009 6:27 pm   Życie w życiu

Obudziło ją przeczucie. Nie potrafiła określić, czy zwiastowało coś dobrego, czy złego. Mogła tylko powiedzieć, że było ważne. Leżała przez moment nasłuchując. Niby wszystko było w porządku, jednak przeczucie nie pozwalało jej w to wierzyć. Wstała. Na dole zastała matkę rozwiązującą krzyżówkę. Nawet nie została przez nią zauważona, kiedy weszła do kuchni. W tym momencie jej matka była oderwana od rzeczywistości. Liczyła się tylko ona i hasło na pięć liter, z których drugą było „o”, a ostatnią „a”. Monika podeszła do stołu i zajrzała jej przez ramię.
- Wojna - wyszeptała pobladła z przerażenia. Przeczucie zostało zastąpione przez zrozumienie.
- Jeszcze tu jesteś? Spóźnisz się do pracy - ostry ton matki świadczył, że ma jej za złe to, że się wtrąciła. Spojrzała na zegarek. Za pięć minut powinna wyjść z domu, jeśli nie chce spóźnić się na autobus. Już wiedziała, że nie zdąży. Zaspała.
Wpadła do firmy zadyszana. Szef już na nią czekał. Miała świadomość, że tłumaczenia na nic się zdadzą. Zawaliła najważniejszą transakcję. O ósmej miała spotkać się ze Szwajcarami. Była ósma czterdzieści, a zagraniczni goście, najwyraźniej znudzeni czekaniem, poszli złożyć propozycję konkurencji. Gotowy projekt, który dźwigała przez blisko cztery kilometry ciążył jej coraz bardziej. Wiedziała, co za chwilę usłyszy.
- Pakuj rzeczy i szukaj sobie innej pracy. Moi pracownicy musza być niezawodni i punktualni.
Patrzyła w niebieskie oczy swojego szefa i śmiała się w duchu. „Czy on myśli, że w obliczu wojny przejmę się takim głupstwem jak strata pracy? A może on nie wie? Może powinnam mu powiedzieć? Ale po co? Takich jak on, wojna nie obchodzi. Znajdzie sobie bezpieczne miejsce za granicą. Przetrwa. Nie będzie walczył. Nie powiem mu. Niech to go zaskoczy. Nie dam mu większej szansy niż innym. Nie lubię go.”
Wyszła na ulicę z tekturowym pudełkiem wypełnionym papierami. Nie miała ochoty wracać do domu. Nikt tam na nią nie czekał. Dom był tylko budynkiem, gdzie mogła się spokojnie wyspać, i to nie zawsze.
Szła ulicą obojętnie mijając ludzi, nie interesowały jej ich twarze. Żadna nie była prawdziwa. Po co więc interesować się czymś, co jest fałszywe? Gorzkie rozczarowania nauczyły ją trzymać się z dala od nadziei i ludzi, a mimo to pracowała w zawodzie, który wymagał komunikatywności. Paradoks mówiła jej przyjaciółka. Jedyna, jaką miała.
Włóczyła się po mieście, aż w końcu zauważyła, że ulicy nie oświetlają już promienie słońca, lecz tylko pomarańczowe światło latarni. Skręciła w wąską uliczkę wchodząc w dość niebezpieczna dzielnicę. Zazwyczaj unikała niebezpiecznych dróg na skróty, ale uznała, że teraz wszędzie jest niebezpiecznie. Zastanawiała się, kiedy wybuchnie wojna. Przerażenie minęło, zastąpione przez ciekawość. Szła ociągając się. Kiedy skręciła w kolejną zaniedbaną uliczkę zorientowała się, że jej nogi nie chcą ruszyć się z miejsca, a serce dziwnie szybko bije. Zebrała rozbiegane myśli starając się skupić na tym, co leżało przed nią. Niewątpliwie było to ciało. Kierowana impulsem podeszła bliżej. Uklękła przy martwym mężczyźnie i ze zdumieniem stwierdziła, że to jej były szef. Podniosła leżący obok nóż i przyjrzała mu się uważnie. Podobał jej się. Byłby doskonały do krojenia mięsa.
Oślepiło ją światło i krzyki ludzi. Ktoś przystawił jej pistolet do głowy. „Wojna”- pomyślała. Chwilę później siedziała w radiowozie ze skutymi rękami. Kajdanki wbijały jej się w nadgarstki. Zaskoczona stwierdziła, że ludzie, których mijali po drodze są tacy sami jak byli. „Czyżby nie zauważyli, że zaczęła się wojna?”. Chciała krzyknąć, żeby walczyli, żeby w końcu porzucili obojętność, ale gdy tylko z jej gardła wydobył się dźwięk, jakaś ręka wepchnęła go powrotem, bluzgając i nakazując jej się zamknąć. Zdziwiona pogrążyła się w myślach o wojnie.
Rozprawa nie trwała długo. Żadnych świadków. Kobieta klęcząca nad ciałem z narzędziem zbrodni w ręku. Miała motyw. Nie zanegowała swojej winy. Cały czas powtarzała, że jest wojna, a oni marnują czas na takie błahe sprawy. Sędzia orzekł, że jest szalona. Matka spoliczkowała ją, kiedy prowadzona przez policjantów, mijała ją na korytarzu.
Trzy lata spędziła w szpitalu dla umysłowo chorych. Potem nagle stwierdziła, że wojna się skończyła. Odzyskała świadomość, rozmawiała z lekarzami, była przerażona, nie wiedziała gdzie jest, nie pamiętała nic z ostatnich trzech lat. Sędzia uznał, że resztę wyroku jest w stanie spędzić w więzieniu. „Jakiego wyroku?” – pytała. Nikt nie chciał z nią rozmawiać. W końcu pewien policjant. Miał na imię Paweł, powiedział jej, że zamordowała człowieka. „Nic nie pamiętam” – stwierdziła. Chciała się bronić, nie wierzyła, że zabiła. Za późno.
Trzy miesiące po wyjściu ze szpitala strażnicy znaleźli ją w kałuży krwi. Została zabita przez współwięźniów. Kobieta, która ją zamordowała twierdziła, że miała dosyć jej płaczu.
- Świat jest okrutny – powiedziała – i każdy toczy w nim swoją wojnę. Żal mi było tej wariatki. Zgubiła się, a ja pomogłam jej się odnaleźć. Czy to źle?
- Zamordowałaś ją.
- Zabójstwo nie zawsze jest złe.
_________________
Heaven can wait...
Seks i gra w brydża mają wiele wspólnego - jeśli masz słabego partnera, musisz mieć mocną rękę.
 
 
     
Louis Corbeau 
Przewodnik



Pomógł: 44 razy
Wiek: 22
Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 741
Eryników: 292
Skąd: że znowu
Wysłany: Nie Lut 01, 2009 9:45 pm   

Spierniczyłaś tą miniaturę. Najzwyczajniej w świecie spierniczyłaś, a szkoda. Pomysł miałaś naprawdę fajny. Gdzieś już taki - powiedzmy naciągając - topos widziałem, że każdy ma jakieś swoje wojny etc. Dali nawet mi tak ładnie napomknął swoim sławetnym sławnym obrazkiem. Ale po cóż to wszystko, jak miniaturkę spierniczyłaś, że hej?
Od początku narracja nieporadna. Mylą Ci się czasy i cała reszta też Ci się myli. Dalej jakoś już się czytelnik w narrację wkręca i nie zwraca uwagi (a może dalej już poradniejsza jest?), ale wyskakują nieporadne zdania. Nieporadnie zdania budujesz i nieporadnie na zdania dzielisz. Widziało mi się wiele poprawek po drodze, ale ani nie ma w tym celu, ani przyjemności, by Ci je sugerować. Wytknę więc wycytowując, tylko te najmniej - według mnie - oczywiste.

Sonea napisał/a:
Miała świadomość, że tłumaczenia na nic się zdadzą

"Na nic się nie zdadzą" powinno być. Zaraz jakiś "językoznawca" wyskoczy i powie, że wcale nie, że dobrze jest, ale ja powiem dupa. Utarło się nam w mowie mówić i w piśmie pisać podwójne przeczenie konsekwentnie i do upadłego, to się tego trzymajmy. Z tego co mi wiadomo (a niewiele mi wiadomo) polski jest jedynym językiem, w którym coś takiego jak podwójne przeczenie nie oznaczające twierdzenia istnieje, podtrzymujmy tą indywidualność.

Sonea napisał/a:
Paradoks mówiła jej przyjaciółka.

Jakiś myślnik, albo cudzysłów, albo inne myk?

No, jak już mówiłem, chałę odstawiłaś, ale pomysł miałaś dobry. W ogóle jakoś mi się tak w trakcie czytając widziało, że nie piszesz jak osoba pisząca. Pewno czytasz, pewno dużo, i łeb pewno masz, ale piszże jak najwięcej wprawek, nawet banalnych, ale jednak - oto moja rada. ;)
Pozdrawiam.
_________________
Chce ktoś trochę seksapilu? Bo mam za dużo.
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
Patka 
Oświecony


Pomogła: 154 razy
Dołączyła: 16 Mar 2008
Posty: 1438
Eryników: 486
Skąd: z wioski
Ostrzeżeń:
 6/3/6
Wysłany: Wto Lut 03, 2009 7:26 pm   

Najlepszy twój tekst, Sonea, jaki czytałam. I nie pisze tego dlatego, by za chwilę dodać: "lecz jeszcze to nie to", bo wręcz przeciwnie, to właśnie "to", co chciałabym czytać.

Louis wspomniał o nieporadności tekstu, ale ja żadnej nie zauważyłam, hm... To zdecydowanie dobrze świadczy o tobie, bo: jeżeli rzeczywiście nieporadność występuje w tekście, to mimo wszystko potrafiłaś tak poprowadzić tekst, by tego nie zauważono albo nie zwracano na to uwagi/ jeżeli nie ma - nie muszę wyjaśniać.

Nie znaczy to jednak, że tekst jest idealny pod względem warsztatowym. Razi mnie powtórzenie "przeczucie", synonimy do tego słowa:

http://synonimy.ux.pl/mul...czucie&search=1

można by któregoś użyć, bo to naprawdę słychać przy czytaniu, że to dobrze widoczne powtórzenie

Sonea napisał/a:
Spóźnisz się do pracy - ostry ton matki


tu powinna być kropka po "pracy", "Ostry". Fragment po myślniku nie jest dalszą częścią oznajmienia matki.

Później masz literówkę - zamiast "muszą" napisałaś "musza". Ale to oczywiście kosmetyka, każdemu może się zdarzyć taki błąd (byle nie było ich za dużo!)

Sonea napisał/a:
Paradoks mówiła jej przyjaciółka.


Louis ma rację - potrzebny jakiś znak interpunkcyjny po pierwszym wyrazie. Proponuję normalny przecinek


Ogólnie o warsztacie to nie jest tragicznie, chociaż można odczuć momentami, że autorka chwytała się banalnych rozwiązań konstrukcji zdaniowych ("Wpadła do firmy zadyszana", gdy tymczasem o niebo lepiej by było: "Zadyszana wpadła do firmy")

Dość prosto piszesz, a ja to bardzo lubię, ale w stylu brakuje mi pewnej swojskości, zabawy, jakbyś bała się napisać wymyślniejsze zdanie od "Wiedziała, że to się nie uda, mimo wszystko jednak tam poszła.". Takie zdania może każdy napisać (chodzi o konstrukcję, nie o logikę czy sens). I tu rada - więcej luzu, chociaż oczywiście bez przesady, by nie zamordować gramatyki! :D

Wprowadzenie "wojny" za pomocą krzyżówki, jak dla mnie, świetne zagranie. Niby proste, wręcz banalne, bo krzyżówka raczej nie jest rzadko spotykaną rzeczą, jednak właśnie dlatego w nienachalny, delikatny sposób wprowadzasz czytelnika do zrozumienia głównej bohaterki.

Skoczę do zakończenia, które mnie zawodzi, ale tylko trochę. Gdy je przeczytałam, od razu zapiła się lampka: "ale to już było". Chodzi o ostatnią linijkę i tylko o nią, więc bynajmniej nie stawiam za to dużego minusa.

A teraz wrażenia ogólne. Coś jest w tym tekście. Coś, co nie potrafię określić. Na pewno zdarzyło ci się kiedyś czytać tekst i mówić sobie w myślach, że jest super/ładny/ciekawy/interesujący, a później nie mogłaś sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak sądzisz. Tak właśnie jest ze mną i z tym tekstem. Miło się czyta, widać, że autorka miała pomysł, a nie napisała, bo nie mogła wytrzymać, mimo że nic w jej głowie nie zaświtało ciekawego.

Rady? Używaj słowników synonimów. Powtórzenia potrafią naprawdę kuć w oczy. Oczywiście dużo czytaj, no i jak mówiłam wcześniej, daj więcej luzu w zdania.

Pozdrawiam
Patka
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
Woland 
Guardian Devil


Pomógł: 28 razy
Wiek: 25
Dołączył: 16 Lip 2006
Posty: 1327
Eryników: 316
Skąd: zza krzaka
Wysłany: Nie Lut 08, 2009 8:10 pm   

Nieporadność tekstu kryje się choćby w prostym gubieniu podmiotu takim, jak tu:

Cytat:
Na dole zastała matkę rozwiązującą krzyżówkę. Nawet nie została przez nią zauważona, kiedy weszła do kuchni.


Straszna ta krzyżówka - nie zauważać owej onej. Dalej gmatwa się jeszcze bardziej, bo mamy:
- oną
- matkę
- jej matkę
- krzyżówkę
- rzeczywistość
- Monikę
Łaskawy czytelnik powie, że wszystko jasne. Strona stylistyczna powie, że to się wszystko kupy nie trzyma i nie mamy żadnych przesłanek co do tego, kim jest Monika, jaki ma związek z nie wiadomo, czyją matką, jaki ma związek z "jej matką" (choć nie wiadomo, jakiej jej) i dlaczego krzyżówka nie zwraca uwagi na te cztery kobiety w kuchni.

Cytat:
Wpadła do firmy zadyszana. Szef już na nią czekał. Miała świadomość, że tłumaczenia na nic się zdadzą. Zawaliła najważniejszą transakcję. O ósmej miała spotkać się ze Szwajcarami. Była ósma czterdzieści, a zagraniczni goście, najwyraźniej znudzeni czekaniem, poszli złożyć propozycję konkurencji.


No tak, to bardzo poważnie brzmi. Jest sobie jakaś najważniejsza transakcja jakiejś firmy, która ma być dokonana z jakimiś Szwajcarami, którzy poszli do jakiejś konkurencji z jakiegoś niewyjaśnionego powodu. Bardzo wyraźnie widać, że autorka nie ma pojęcia, o czym pisze. Nawet nie dlatego, że nie podaje szczegółów, choć to też. Widać to po nielogiczności: spotkania umawia się z wyprzedzeniem. Nie idzie się składać propozycji konkurencji umawiając spotkanie niespełna czterdzieści minut wcześniej. Albo zatem autorka nie wie, co pisze, albo Szwajcarzy to kosmici, albo to pójście do konkurencji jest tylko wymysłem głównej bohaterki (Moniki lub onej, nie wiem, której), co dość jasno implikuje, że owa ona lub Monika to głupia guła, która nie zna realiów, w których rzekomo pracuje.

Końcówka zrobiona po łebkach, z rozpędu. Widać, że autorka chciała szybko zakończyć to, co zaczynała z takim rozmachem. Tyle samo miejsca zajmują:
- wstęp, w którym ktoś się budzi i schodzi po schodach do krzyżówki i jej matki
- akapit przed zakończeniem, w którym mijają trzy lata, jakiś policjant coś mówi, jakaś ona stwierdza, że już jest zdrowa, że nie zabiła, że nie ma jakiejś wojny
- zakończenie, w którym mijają trzy miesiące, jest zabójstwo, które jak nie każde jest nie-złe lub złe nie nie jest, jest płacz i kałuża krwi.
Straszliwie się rzuca w oczy ta dysproporcja.

Zgodzę się z Louisem. Pomysł był, nawet fajny pomysł. Wykonanie, jak na tak króciutki tekst, jest naprawdę słabe. Nie martw się jednak, większość z tych rzeczy to dość łatwe do wyeliminowania w przyszłości błędy. Będą z Ciebie ludzie :)

Woland
_________________
rekin osobliwy - pamiętamy [*]
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
kate-rama 
kot Schrödingera


Pomogła: 49 razy
Wiek: 25
Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 412
Eryników: 393
Skąd: stąd
Wysłany: Nie Lut 22, 2009 2:10 pm   

Podczas czytania miałam przed oczami melodię jakiegoś innego tekstu, fragmenty innego tekstu, słowem z czymś mi się to kojarzy, ale - niech mnie kule biją i niech apteka zawsze daleką będzie - nie mogę sobie przypomnieć, co to jest. Objawia się w pewnych tajemniczych zdaniach na przykład, i w ogólnym klimacie, i czasami w narracji, a żeby nie było, to moim zdaniem w tym tkwi najważniejsza zaleta tekstu i tylko to mi się spodobało. Jeśli sobie przypomnę, jaki to był tekst (a może kilka tekstów), dopiszę, obiecuję.

Przeczytałam też komentarze, bo mądre są, i dzięki temu wiem, że nie będę się powtarzać. Jak już powiedziałam wyżej, dzięki deja vu które odczuwam i które może być zmyślone, pod jednym względem mi się spodobało. Przykłady:

Sonea napisał/a:
Przeczucie zostało zastąpione przez zrozumienie.

Sonea napisał/a:
Włóczyła się po mieście, aż w końcu zauważyła, że ulicy nie oświetlają już promienie słońca, lecz tylko pomarańczowe światło latarni.

Sonea napisał/a:
Matka spoliczkowała ją, kiedy prowadzona przez policjantów, mijała ją na korytarzu.


W sumie po drugiej analizie wrażenie zbladło, może wcale nie było podobnego melodyjnie tekstu, po prostu mi się przyśnił?

Ale do rzeczy. Są tu momenty obiecujące i dobijające, większość zauważyli już poprzednicy. Z obiecujących wymienię klimat, jaki stworzyłaś w tekście. Przyciąga, jest nieco oniryczny, nieco szaleńczy, nadaje się do wpisywania w przypowieści albo takie właśnie melancholijne miniatury; psujesz go trochę, jak na mój gust, wstawkami niby ta:

Sonea napisał/a:
Takich jak on, wojna nie obchodzi. Znajdzie sobie bezpieczne miejsce za granicą. Przetrwa. Nie będzie walczył. Nie powiem mu. Niech to go zaskoczy. Nie dam mu większej szansy niż innym. Nie lubię go.”
Wyszła na ulicę z tekturowym pudełkiem wypełnionym papierami. Nie miała ochoty wracać do domu. Nikt tam na nią nie czekał. Dom był tylko budynkiem, gdzie mogła się spokojnie wyspać, i to nie zawsze.

W tym momencie moralizujesz i jednocześnie wciskasz czytelnikowi dziecinną jakąś logikę. O ile myśli bohaterki mają tę przewagę, że ich wina tkwi wyłącznie w moralizowaniu, to zachowanie opisane niżej jest już, po prostu, wtórne.

Do obiecujących spraw zaliczę jeszcze to, że oprócz onirycznego klimatu próbowałaś zaimplementować narrację rodem z (i tu znów cholerne wrażenie pustej jak sucha studnia głowy) powieści Kafki, albo i nie Kafki, chyba za dużo jeżdżę, zamiast spać. To chyba jednak nie Kafka, ale ten pierwszy akapit poprzez swoją rozwlekłość nad drobnymi sprawami, które w oczach Moniki nabierają megaznaczenia, ma wielki potencjał.

Woland bodajże napisał, że nie wiesz, o czym nam opowiadasz. Z jednej strony się zgodzę, sytuacja w firmie jest przedstawiona dość baśniowo, ale z drugiej strony widzę w tym specjalne działanie i jedną ze składowych klimatu. Nic nie wiem, mało wiem, oni wiedzą, a ja - najlepiej będzie, jak sobie pójdę. Z wrodzonej sympatii do autora (szablon) skłaniam się ku opcji drugiej ;) Czy mądrze?

Koniec zaliczę natomiast do rzeczy dobijających, jest chyba pierwszym lepszym końcem, bywają tysiące podobnych końców i ogólnie znów wdepnęłaś w banały, morały, slogany i takie tam. Nie warto nawet próbować tłumaczyć się z klimatu, a przynajmniej nie w taki sposób. Nagromadzone w czytelniku różne małe zachwyty i nie mniej różne pozytywy po prostu ulatują po przeczytaniu owego zakończenia. Dorzucę do tego jeszcze warstwę stylową - ale to, jak już powiedziano, wyjdzie w praniu :)

pozdrawiam, ~K
_________________
blue thunder
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
Adder 
Poszukiwacz



Pomogła: 1 raz
Wiek: 17
Dołączyła: 21 Lut 2009
Posty: 11
Eryników: 12
Skąd: Neverland
Wysłany: Nie Lut 22, 2009 6:24 pm   

Wszystkie zarzuty już Ci wytknięto, nie chciałabym się powtarzać ale chodzi mi głównie o długość tekstu. Niemiłosiernie skrócone, zupełnie niepotrzebne. Gdyby to była miniaturka, bądź opowiadanie złożone z kilku części pokazujące poszczególne zdarzenia, które doprowadziły do tego co się stało. Pierwsza część o przeczuciu, druga o stracie pracy dajmy na ta, trzecia o zabójstwie i pobycie w szpitalu a czwarta o powrocie do zdrowia i śmierci w więzieniu.
Przeskakiwanie w czasie w ciągu kilku zdań, to zły zabieg wybijający czytelnika z rytmu. Były zgrzyty w postaci powtórzeń ale to da się wyeliminować. Wystarczy dobra beta. Stylem nie straszysz po za tymi skokami w czasie i kompozycją tekstu. Pomysł jak już ktoś napisał był, i to nawet fajny. Popieram w całej rozciągłości. Miałaś potencjał ale niestety go skopałaś. Trudno się mówi. Zawsze możesz się zrehabilitować i napisać to porządnie, jako miniaturkę bądź opowiadanie. Na co prawdę mówiąc liczę ;)
Co do postaci. Trudno powiedzieć mi cokolwiek o Twojej bohaterce. Jest dla mnie słabo zarysowana, ot kobieta, która pewnego dnia fiksuje, traci pracę, zabija człowieka i idzie do szpitala psychiatrycznego. Po trzech lata odzyskuje świadomość i idzie siedzieć za kratki. I tu pojawia się współwięźniarka, która mi odpowiada; skraca życie Moniki, bo ta cierpi.
Pozdrawiam,
Add
_________________
Kiedy wszystko jest do bani, warto się zabawić.
 
  Ten post został nagrodzony 1 erynikiem.   
Pazuzu 
Gaduła



Pomogła: 11 razy
Wiek: 29
Dołączyła: 04 Maj 2006
Posty: 273
Eryników: 112
Skąd: Wolne Miasto
Wysłany: Czw Lut 26, 2009 11:03 pm   

Cytat:
Nawet nie została przez nią zauważona, kiedy weszła do kuchni.

Wydaje mi się, że zastosowana przez ciebie konstrukcja jest karkołomna, choć może to wynikać tylko z mojego uprzedzenia do trybu biernego. Tak czy inaczej sugestię zmiany na, moim zdaniem lepszą, stronę czynną, potraktuj tylko jako… sugestię.
Przy okazji, wydaje mi się że zbyt często powtarzasz „matka”.

Cytat:
Dom był tylko budynkiem, gdzie mogła się spokojnie wyspać, i to nie zawsze.

Stosuje się raczej frazę – wyspać, a i to nie zawsze. Nie jest to obowiązkowe, ale sugeruję zmianę… Za to powinnaś zmienić albo budynek na „miejsce, gdzie mogła się wyspać”; albo gdzie na „w którym mogła się wyspać”.

Cytat:
Włóczyła się po mieście, aż w końcu zauważyła, że ulicy nie oświetlają już promienie słońca, lecz tylko pomarańczowe światło latarni.

Podziwiam jej kondycję – jak zmieniłam robotę, kartonowe pudło z moimi rzeczami ważyło dziesięć kilo. Pisząc inaczej, jeżeli miała ze sobą wszystkie swoje papiery, to przez cały dzień, na głodnego chodziła z najmniej kilkoma kilogramami makulatury. Wydaje mi się to ździebko naciągane.

Cytat:
Oślepiło ją światło i krzyki ludzi. Ktoś przystawił jej pistolet do głowy.

Kłania się nieznajomość tego, o czym piszesz. Woland czepnął się do akcji w firmie, ja do akcji policyjnej. W przedstawionej tu sytuacji celowali by z daleka – policja nie zaryzykowałaby dostanie się w zasięg broni podczas gdy mogą skutecznie aresztować człowieka z bezpiecznej odległości. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje dostania nożem, gdy może zastrzelić przestępcę z pięćdziesięciu metrów (standardowy zasięg skuteczny standardowego pistoletu policyjnego). Oczywiście przyłożenie lufy do głowy jest stosowane, ale tylko w przypadku działania z zaskoczenia, a nie poprzedzone światłem i krzykami.

Cytat:
jakaś ręka wepchnęła go powrotem, bluzgając i nakazując jej się zamknąć.

Znów, sytuacja wydaje mi się mało prawdopodobna. Za bicie i bluzganie na podejrzanych grozi co najmniej dochodzenie dyscyplinarne, ale rozumiem, że hiperbola ma na celu pokazanie jaki zły i zakłamany jest świat poza naszą bohaterką.

Cytat:
W końcu pewien policjant. Miał na imię Paweł, powiedział jej, że zamordowała człowieka.

Pomiędzy policjant a miał na imię powinien być przecinek, inaczej pierwszy człon jest bez sensu.

Kolejny twój tekst w dokładnie tym samym stylu. Trochę to nuży i przynajmniej mi nie pozwala na obiektywną ocenę. To trochę jak oglądanie seriali o wielkich robotach – jeden może zachwycić, drugi się podobać, ale jeżeli nie jest się maniakiem czwarty będzie nużył, a siódmy zadziała na nerwy. I nie pozwoli być obiektywnym. Ponieważ nie jestem maniakiem opowiadań o tym, jaki to świat jest zły i zakłamany, a jednostki wrażliwe stłamszone, nie mogę być zupełnie obiektywna w przypadku tej miniaturki. Przepraszam.
Stylistycznie nie jest źle, kilka potknięć które zauważyłam wymieniłam wcześniej. Zdenerwowało mnie nagromadzenie pejoratywnych określeń, ale taka specyfika stylu, więc tylko to zauważam, nie potępiam.
Błędy jakie wyłapałam, wymieniłam, nie będę do nich wracać.
Podobała mi się za to metafora wojny – prosta, a jednocześnie dająca spore pole do manewru. Niestety, koncepcja jaką przyjmujesz wybitnie mi nie leży, chciałabym choć raz przeczytać coś bardziej optymistycznego w twoim wydaniu. W końcu, świat nie jest taki zły, trzeba tylko umieć na niego patrzeć.
Optymistyczna
Paz
_________________
Oto krytyk, który idealnie
Umie geniusz połączyć z głupotą,
Każdym słowem dowodząc genialnie
Że jest bardzo genialnym idiotą

J.Tuwim
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant

Subza theme modified by CMP

Najlepsze fora Poezja Fantasy TOPLISTA Poezji POEZJA GALERIA POEZJI Pajacyk