Erynie - Forum Literackie - Proza, Poezja, Publicystyka, Dramat, Pojedynki Literackie.


 

 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   StatystykiStatystyki   AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja  ProfilProfil   ZalogujZaloguj 


 Ogłoszenie 
Portal Literacki Erynie.pl

Poprzedni temat «» Następny temat
Z Pamiętnika Młodego Funkcjonariusza
Autor Wiadomość
Loka 
Nowicjusz


Dołączył: 28 Mar 2009
Posty: 1
Eryników: 5
Skąd: w-wa
Wysłany: Sob Mar 28, 2009 11:43 am   Z Pamiętnika Młodego Funkcjonariusza

Zamiast wstępu

Zapewne słyszeliście, że na topie są blogi. Podobno już blogują miliony Polaków. Któregoś dnia, podczas żeglowania po bezmiarze internetu, natrafiłem (jak sądziłem), na zapiski małolaty. W związku z tym, że w najnowszym jej wpisie słowo „że” napisane było przez „ rz”, w swoim stosownym komentarzu udzieliłem autorce tegoż stosownego wytyku. Oj dostało mi się, dostało za swoje. Okazało się, że właścicielką pamiętnika nie jest jakaś tam małolata a polonistka, na pomoc której dzielnie przybyła jej mamusia. Wyzwano mnie od buraków czepialskich, od kartofli...
Co do buraka to może być, ale jeżeli chodzi o kartofla, to nie bardzo, bo ostatnio jest on, zwłaszcza na zachodzie a i w Polsce również, wyśmiewany. Postanowiłem więcej do żadnego bloga nie zaglądać, a zacząć pisać własny...

Jak z milicjanta „stworzyć” policjanta, i czy to jest w ogóle możliwe, dowiesz się czytelniku czytając poniżej.

Jeżeli w jakimś opisywanym zdarzeniu powiesz, że to jest o tobie to jesteś w błędzie, wszak:

Wszelkie tu podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.




C Z Ę Ś Ć I

PRZED UPADKIEM



Bunt

W Czarnobylu nastąpił wybuch i ... cisza. Tylko narastająca z godziny na godzinę plotka o jakiejś wielkiej katastrofie jądrowej na terenach bratniego narodu skutecznie mąciła błogi dobrobyt mojej, twojej ojczyzny.
Nad placem, priorytetowej, bo socjalistycznej, budowy szpitala w Łomży świeciło owego dnia pięknie słoneczko. Wysoko na niebie stało sobie, i jak zwykle przygrzewało już dość dobrze o tej porze roku. Rozleniwieni trochę tym słońcem, a trochę szarą codziennością budowlańca, łaziliśmy za dupą kierownika żebrząc o nową parę rękawic, bo te z przed tygodnia rozpadły się i zostały z nich tylko strzępy. Co prawda te strzępy w jakimś tam stopniu chroniły ręce przed ostrymi kantami cegły i chropowatością pustaka, które tonami trzeba było przenosić z miejsca na miejsce aby w końcu wylądowały na ścianie gdzie będą stanowiły jednolity blok co już na wieki mają w nim pozostać niewzruszenie... Tak jak ten jedynie słuszny blok...
Niewątpliwie rozrywką owego dnia było zdenerwowanie się Jasia Dupy który z racji tego, że kilkanaście lat przesiedział w więzieniu miał prawo uważać się za CZŁOWIEKA. Na stopie koleżeńskiej był z nielicznymi na tej budowie i tylko ci mieli prawo tak się do niego zwracać: „Jasiu Dupa”.
Ale gdy Jasiu zauważył na betonowej ścianie wznoszonego szpitala wygrawerowany odłamkiem czerwonej cegły wielki napis „JASIU DUPA” wpadł we wściekłość i swoją furię wyładował na pierwszym napotkanym budowlańcu który rozgrzewał w wielkim kotle smołę niezbędną do wykonania izolacji kolejnych fundamentów.
Mimo swojej suchości ciała Jasiu Dupa jednym ruchem powalił na ziemię tuż przy palącym się ognisku i gotującej się smole upatrzoną ofiarę. Nogą obutą w gumowy but umazany ludzkimi odchodami a to z tej racji, że Jasiu akurat oprzątał pomieszczenia z zanieczyszczeń tam nazbieranych, przycisnął głowę powalonego do gliniastej ziemi i nakazał aby ten błagał o litość, o darowanie życia. I nieszczęśnik skamlał o litość. Reszta skupiona wokół ogniska w milczeniu przyglądała się zajściu czy ofiara będzie wrzucona do smoły...
O tak, to był ekscytujący dzień. A reszta, reszta to była szarzyzna...

Narastał we mnie bunt. Bunt przeciw porwanym, ochlapanym wapnem watówkom w których wiatr poczyniał wcale sobie dobrze. Nadwerężając moje biedne korzonki, podsycając rozwój rwy kulszowej... Bunt przeciwko cwanemu majstrowi który to poruszał się w robocie jak żółw ale wypłatę to miał największą...Bunt przeciwko temu, że trzeba uważać aby nie podpaść wspomnianemu Jasiowi ...

Zastanawiałem się co zrobić aby się wyrwać z tego bagna budowlanego...
Czy do końca moich, czynnych zawodowo dni, miałem wznosić w ten sposób socjalistyczną ojczyznę?

Pewnego dnia podczas biadolenia nad własnym losem, mój budowlany kolega powiedział, że jego brat jest milicjantem i, że w zasadzie to nic on nie robi. Czasem tylko motocyklem przejedzie się po wsiach.
A cóż to za robota?
No pewnie, cóż to za robota przejechać się z nudów motocyklem...
Przyprowadziłem kolegę. Kolega powiedział też, że milicjantem może zostać każdy.
Coś mi zaczęło świtać w głowie...

Po skończonej dniówce, jak zwykle wlokłem się ulicami Łomży w stronę ulicy Wesołej, gdzie był hotel w którym mieszkałem.
Wlokąc się przez jakiś czas obserwowałem patrol MO – młodzi chłopcy w nowiutkich mundurach. Wolnym krokiem szli sobie przed siebie i wyglądało, że tak idą bez celu żadnego... wlokąc się tak samo jak i ja...
Czy nie lepsza to praca od tej na budowie?

To nie było moje pierwsze spotykanie z milicją. Ot chociażby przed kilkoma dniami kiedy to mój kolega hotelowy sprowadził do pokoju panienkę żądną przygód. Koledzy pobili się o nią. W amoku zalotów wyważyli do pokoju - w którym owa panienka się znajdowała - drzwi. Obsługa hotelu wezwała milicję. Przyjechali w długich płaszczach, z pałkami u boku. Zabrali panienkę. O jak się ona do nich lepiła. Oni ją odpychali, a ona lgnęła do milicjantów jak rzep do psiego ogona. Załadowali ją do UAZA, w śniegu umyli ręce i odjechali.
Albo przed kilkoma miesiącami kiedy to w ramach szukania dobrze płatnej roboty włóczyłem się po Polsce, i noc zastała mnie w budynku szumnie nazwanym dworcem PKP w Ostrołęce. Bez grosza, bez biletu ważnego, z kawałkiem suchej bułki w kieszeni. Zajechali UAZEM, zapytali się co ja tu robię. Powiedziałem, że czekam na pociąg. Kiedy poprosili o ważny bilet, nie mogłem im takowego biletu okazać. Jeden z nich zajechał mnie w mordę aż gwiazdy w oczach zamigotały i odjechali...
Albo 3 maja 1983 r w Gdańsku. Łaziłem po ulicach starówki. Patroli mundurowych gęsto, jeden za drugim. Zapytali się co robię, skąd jestem. O, z łomżyńskiego... podejrzana sprawa... Więc mnie do suki i na Komisariat. Na Komisariacie uzbierała się grupka zatrzymanych. Wśród nich wyróżniał się z rudą brodą który w kółko się kręcił i powtarzał, że tym razem to chyba się nie uda... Puścili... Jak strzała udałem się na pobliski dworzec PKP i w pociąg... do domu... Więcej do Gdańska prywatnie nie przyjechałem...
Takie to były moje kontakty z milicją.
Chociaż nie... Zapomniałem o jednym istotnym zdarzeniu. Gdzieś tak w połowie lat 70- tych, w porze rozwijającego się dobrobytu który chyba już sięgnął najwyższej poprzeczki, moi rodzice po długich przymiarkach kupili używane radio. Takie duże, w drewnianej obudowie z zielonym oczkiem które najpierw się zaczynało świecić, a dopiero później po rozwiniętej antenie spływał chyba z nieba normalny ludzki głos. A jednak z tym dobrobytem to prawda bo oto w moim domu też jest radio... Dość szybko się zorientowałem, ze w takim radiu można słuchać Wolnej Europy. Nie wiem jak na to wpadłem. Pewnie to przez ciągłe kręcenie tym radiem mimo, że rodzice, a zwłaszcza ojciec, darli się, że popsuję ten ich epokowy nabytek co zapowiadał prognozę pogody na jutro. A przecież wystarczyło przed zachodem słońca popatrzeć na niebo.
Jak tylko wpadłem na trop rozgłośni która produkowała traktory, moja świadomość obróciła się o 360 stopni. Coś mnie podkusiło aby napisać list do jedynie słusznego źródła informacji, mianowicie do Polskiego Radia. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Napisałem do Fali ileś tam, bo chyba z roku na rok ta Fala wzrastała, że gdy byłem w lesie to podsłuchałem rozmowę kilkunastu mężczyzn którzy rozprawiali o przewrocie w Polsce. List wysłałem z miejscowej poczty. Po jakimś czasie przychodzi wezwanie abym się razem z rodzicem wstawił do najbliższego Posterunku MO. Rodzice bardzo chcieli wiedzieć co ja takiego poważnego nabroiłem, że mnie wzywają. Bardzo byli zdziwieni ponieważ przez całe swoje dorosłe życie nie byli ciągani przez Milicję, a ja mając naście lat już jestem ciągany.... Pewnego zimowego dnia ojciec założył do sań konika i truchtem zmierzaliśmy do tego domu sprawiedliwości jedynie słusznej... Tam już czekali jacyś panowie ubrani dość dobrze, w garniturach i pod krawatem... Wypytywali się o wszystko, a najbardziej chcieli wiedzieć kto mnie namówił do napisania tego listu. Powiedziałem im prawdę, że sam te głupoty wymyśliłem. Jednocześnie wyraziłem skruchę i obiecałem, że już nigdy w życiu żadnych głupot nie napiszę. Zakomunikowali mi, że gdy zechcą to mnie nigdzie nie przyjmą do żadnej szkoły...
Po powrocie do domu rodzeństwo nazwało mnie partyzantem. W szkole pani też chciała wiedzieć po co mnie wzywali na milicję. Ale ja pani prawdy nie powiedziałem...
Teraz to już na prawdę wyznałem moje wszystkie kontakty z komunistyczną MO.
_________________
pisać każdy może troche lepiej troche gorzej...
 
     
Patka 
Oświecony


Pomogła: 154 razy
Dołączyła: 16 Mar 2008
Posty: 1438
Eryników: 486
Skąd: z wioski
Ostrzeżeń:
 6/3/6
Wysłany: Sob Mar 28, 2009 12:33 pm   

Wiesz co? Wstęp bardziej mi się podobał od tekstu. Pierwsze było ciekawe, drugie zaś... jakby tak się uwziąć to również, ale nie aż tak bardzo, by nie widzieć ogromnych braków w tekście.

Tekst jest niechlujny. Zgubione spacje albo ich nadmiar, literówki, a interpunkcja - okropna. Nie stawianie przecinka przed "które" nie może być przypadkiem, gdy wcześniej i później widnieją inne byciory, od których może rozboleć głowa. Ale nie tylko o przecinki tu chodzi, ale też o długości niektórych zdań i to, że coś zaczynasz, a nie kończysz, np.:

Cytat:
Co prawda te strzępy w jakimś tam stopniu chroniły ręce przed ostrymi kantami cegły i chropowatością pustaka, które tonami trzeba było przenosić z miejsca na miejsce aby w końcu wylądowały na ścianie gdzie będą stanowiły jednolity blok co już na wieki mają wnim pozostać niewzruszenie...


za długie zdanie, brakuje trzech przecinków (i to nie byle jakich!), najgorsze jest jednak, że nie kończysz myśli i przechodzisz z jednej do drugiej ot tak, bez powodu! Zdanie rozpoczynasz od "Co prawda", więc powinieneś dać przeczenie, typu: "ale to nic nie dawało", no nie wiem, na pewno jednak nie pisać o pustakach.

Inny przykład:

Cytat:
Ot chociażby przed kilkoma dniami kiedy to mój kolega hotelowy sprowadził do pokoju panienkę żądną przygód. Koledzy pobili się o nią.


rozbijanie czegoś, co az prosi się o bycie jednym zdaniem, jest bez sensu. Ale nawet jeżeli byś je złączył, to by i tak ne byłoby dobrze, trzeba jakoś zmienić, może tak:

"Ot, chociażby przed kilkoma dniami - mój kolega hotelowy sprowadził do pokoju panienkę żądną przygód i koledzy pobili się o nią."

To "i" może sie wydawać niepoprawne, wszak jednak to pierwszoosóbka, nie? ;)

Nadużywasz też wielokropków. I nawet jeżeli te znaki byłyby najlepszymi znakami interpunkcyjnymi pod słońcem, nie kojarzyły sie z klimaciarstwem, to i tak tego nadużywania być nie powinno. Co za dużo, to nie zdrowo, jak to mówią :D

Zdarzyło ci sie też napisać "Milicję" - chodzi że wielką literą. Tak tylko zauważam.

Zdrobnienie na początku - "słoneczko" - wywołało u mnie skrzywienie twarzy i zażenowanie, początkowo jednak myślałam, że taki będzie cały tekst, jakby dla dzieci, ale nie, reszta normalna, więc pytam się, po co, do jasnej cholewki rzucać "słoneczkiem"?

Styl - no nie wiem. Zły on nie jest, w pewien sposób piszesz ciekawie i przede wszystkim lekko. Ostatnio jakaś jest mania na określanie kazdego rzeczownika ("ach, patrzecie, jak cudna może być woda, jak przepiękne może być gówno!") Tzn chcę powiedzieć, że tragicznie się nie czyta. Gdybyś poprawił warsztat, który jest tu najgorszy, to coś by z tego tekstu było fajnego.

Co do pomysłu, to na razie trudno mi się wypowiadać, wszak to dopiero początek. Napisze tylko, czy ów początek zachęcił do dalszego czytania. Hm... i tak, i nie. Gdybym miała znowu spotkać sie z niechlujnością autora, to bym nie tknęła kolejnych zdań. Z drugiej jednak strony widze potencjał. Wiesz, że możesz być ciekawym autorem, i to mi się podoba, mimo braków w interpunkcji. Bo inni np. tylko myślą, że są faaaajni - bo tak naprawdę nie są.

Chociaż sam pomysł do oryginalnych - niestety - nie należy. Ot, kolejny tekścik, pisany pierwszosobówką, w którym zapoznajemy się z jakimś bohaterem i jego życiem. Tak przynajmniej to na początku wygląda, może później rozkręci się w zupełnie innym kierunku niż myślę, niż zwykle sie rozkręcają tego typu teksty. Mam nadzieję.

A, i jeszcze tytuł - czemu wszystkie wyrazy z wielkiej?

Rady - poucz się interpunkcji, bo na razie u ciebie to masakra... ;)

Pozdrawiam
Patka
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
kate-rama 
kot Schrödingera


Pomogła: 49 razy
Wiek: 25
Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 412
Eryników: 393
Skąd: stąd
Wysłany: Wto Mar 31, 2009 9:00 am   

Na początku zawołam personalnie: "Autorze, jesteś jeszcze? Coś mało Cię widać, jak jesteś, to się obudź" :)

Pierwszą moją refleksją po przeczytaniu tekstu było coś w stylu: "Mamy szansę na rzecz nową i ciekawą". To, że tak powiem, bardzo dobrze. Większość moich komplementów na temat tego pięknego dzieła będzie dotyczyła sfery mniej namacalnej niż język. Przeczytałam też komentarz poprzedniczki i moje myśli podążyły dwiema drogami. Jedna jest taka, że owszem - Autor ma coś ciekawego do powiedzenia, ale ze względu na małe opisanie słabo mu to jeszcze wychodzi; druga - Autor ma coś ciekawego do powiedzenia i w dodatku bawi się w przepiękną stylizację na chłopka-roztropka. Która z owych teorii jest słuszna?

Patka napisała, że pomysł nie należy do oryginalnych. Może i tak, bo pełno teraz wynurzeń różnorakich bohaterów. Każdy chce dojść do głosu, zarówno niebieskooka, biuściasta blondynka jak i niepozorny facecik w kombinezonie roboczym. Jednak muszę przyznać, że tekstów pisanych w pierwszej osobie przez w/w blondynki i nie tylko jest znacznie więcej i jakiekolwiek odstępstwo już mnie raduje. Jakiekolwiek? To odstępstwo raduje mnie bardzo! Przyznam się, czuję się zachęcona tym, co przeczytałam i obyś tylko nie spaprał pomysłu. Z pewnością oryginalne nie będzie uczynienie z tekstu czegoś na kształt "pamiętników żołnierza" (wiesz, te takie pisaniny, że pierwszego dnia poszliśmy na poligon, a drugiego poligon przyszedł do nas, trzeciego obieraliśmy kartofle, fle, fle, ble). Oryginalna nie będzie również nagła zmiana frontu i próba uczynienia wszystkiego na poważnie lub sprowadzenie linii fabuły do losów Kopciuszka. Założę się, że nie ma żadnego oryginalnego rozwiązania (ach, wszystko już było - oni tak mówią), ale mimo wszystko wierzę w Ciebie, Autorze :)

Coś zamiast wstępu mnie zirytowało. Jest jak moment w życiu gry komputerowej, że nagle zamiast realiów przedstawionego świata na gracza wyskakuje czarny/jakiśtam ekran z napisem "loading xxx.dll" czy jakoś w ten deseń. Sio mi z tym! Autor sili się na humor przed tekstem, tak jakby uświadamiał nas, że w tekście może mu nie wyjść! Bokserzy przed walką też prężą muskuły, a przecież i tak ktoś przegra. Ów przedwstęp wali też moje nadzieje odnośnie stylizacji, bo po zwrotach typu "Czytelniku" oddzieliłam zupełnie Autora od narratora (może i nie powinnam, ale cóż począć), tyle że robią oni te same błędy i to jest po prostu ostatni gwóźdź do trumny. W dodatku Autor bzdury pisze w tym przedwstępie, takie niby-humorystyczne zagrywki przejadły mi się już z dziesięć lat temu. Szczerze.

Dalej jest lepiej (stylizacja mode on) i zaczęłam powoli się wciągać. Swoistość języka zwalam, raz jeszcze podkreślę, na piękną, konkretną i kwiecistą stylizację. Za to brawa. Do pełnego zadowolenia brakuje mi kilku rzeczy, wśród których ważną jest długość, czy też krótkość tekstu. Dajcie spokój, to niby ma być rozdział? Na końcu nie ma żadnego "cdn.", a więc chyba ma być. Jakaś zamknięta część czy coś. Z tym wiąże się fakt ubogiego zarysowania świata. Zaczynamy mieć pojęcie o głównym bohaterze i reszcie wokół niego, ale wszystko jest jak na razie mętne. Co więcej - straszny chaos, ja właściwie nie wiem, czy to ma być o perypetiach budowlańców, czy o Jasiu Dupie (hehe, wesołe), czy o kontaktach narratora z MO. Mamy wszystko naraz, wymieszane jak zupa jarzynowa albo jakiś majonez. Powiem tak, że mnie to zaczęło wciągać, książki pisanej z takiej perspektywy jeszcze nie czytałam! A tu majonez. Góra o jednym, dół o drugim, a to przecież już nie wstęp, tylko treść właściwa.

Muszę jeszcze wrócić do tej niby-stylizacji (niby, bo ja się jej tylko dopatruję). To może być ciekawy temat do dyskusji, jak daleko posunąć się ze stylizacją? Z pewnością trzeba pod to podciągnąć styl budowania zdań, słownictwo adekwatne do poziomu umysłowego osoby, która gada w tekście. To właściwie mamy - dupy jakieś są, powtórzeń trochę, specyficzny szyk wyrazów w zdaniu, ok. Dalej - jeśli się uwziąć, przecinki (czy też ich brak) też można podciągnąć. No bo narrator gada na wydechu, robi inne pauzy, zapis jest tego odzwierciedleniem. Ale nie da się tego zrobić z zapisem ulic z małej litery ("łomżyńskiego") czy pisaniem "na prawdę". Próbuję kombinować, że może to taka mega-stylizacja, bo zgodnie ze wstępem to blog, a ów budowlaniec prowadzący blog zapewne właśnie tak by pisał. Tu właśnie mam dylemat, bo tekst nie tylko wygląda, ale też dźwięczy, a jeżeli dźwięczy, to tego wszystkiego nie czuć, i jak wtedy spojrzeć (gdy nie czuć) to takie "na prawdę" jest błędem jak nic! Jak więc widać na załączonym obrazku, tekst otwiera pole do popisu dla różnych teoretyków literatury. Osobiście wolę, gdy stylizacja jest taka sama i w warstwie pisemnej, i w czytelnej, wtedy nie muszę pruć sobie kieszeni gapieniem się na jakieś niepoprawne "na prawdę" :)

Ogólnie biorąc tkwi tu coś ciekawego, nie wiem tylko jeszcze, na ile.

Patka napisał/a:
Bo inni np. tylko myślą, że są faaaajni - bo tak naprawdę nie są.

A kto, a kto?

pozdrawiam, ~K
_________________
blue thunder
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
krool 
Poszukiwacz


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 22 Cze 2009
Posty: 16
Eryników: 11
Skąd: królestwo
Wysłany: Wto Cze 23, 2009 9:02 pm   

Nie podobało mi się, ale było śmieszne. Znaczy miałem dylemat co bardziej, przeważa w mojej opinii: ubaw czy dezaprobata. Trochę nie lubię takich opowiadań kiedy coś jest przekształcone niczym w krzywym zwierciadle tylko po to, żeby śmieszyło. Osoby powyżej napisały bardzo mądre, komentarze i właściwie już nic nie muszę dodawać bo wszystko zostało powiedziane. Chciałem tylko powiedzieć że lekki styl którego zazdroszczę też chciałbym, tak lekko pisać. Opowiadanie przyciągnęło mnie na plus jeszcze czymś. Mianowicie chodzi o stylizację na czas miniony i to bardzo lubię więc mimo wszystko choć mi się nie do końca podobało, czasu spędzonego na czytaniu tego tekstu nie mogę uznać za stracony.
 
     
Pazuzu 
Gaduła



Pomogła: 11 razy
Wiek: 29
Dołączyła: 04 Maj 2006
Posty: 273
Eryników: 112
Skąd: Wolne Miasto
Wysłany: Sob Lip 18, 2009 6:29 am   

Cytat:
Podobno już blogują miliony Polaków.

Nie podoba mi się szyk w tym zdaniu, jeśli już to: blogują już…

Cytat:
Okazało się, że właścicielką pamiętnika nie jest jakaś tam małolata a polonistka, na pomoc której dzielnie przybyła jej mamusia.

Przed a przecinek. Swoją drogą, proza życia – nic dodać nic ująć.

Cytat:
Wysoko na niebie stało sobie, i jak zwykle przygrzewało już dość dobrze o tej porze roku.

Dobrze zmieniłabym na mocno – bardziej pasuje do kontekstu.

Cytat:
Co prawda te strzępy w jakimś tam stopniu chroniły ręce przed ostrymi kantami cegły i chropowatością pustaka, które tonami trzeba było przenosić z miejsca na miejsce aby w końcu wylądowały na ścianie gdzie będą stanowiły jednolity blok co już na wieki mają w nim pozostać niewzruszenie...

Po pierwsze brakuje przecinków (przed aby i co), po drugie zdanie jest zdecydowanie za długie i zbyt skomplikowane. Razi to tym bardziej, że bez problemu można by wykroić z niego dwa lub trzy mniejsze i zgrabniejsze.

Cytat:
Bez grosza, bez biletu ważnego, z kawałkiem suchej bułki w kieszeni.

Niepotrzebna inwersja – ważnego biletu.

Cytat:
Zajechali UAZEM, zapytali się co ja tu robię.

Wiem, że to czepianie się, ale z czytelniczego punktu widzenia wymienienie UAZA na taką choćby Nyskę zdecydowanie podniosłoby atrakcyjność tekstu – tak mamy wrażenie powtarzania pomysłów.
Cytat:

Pewnego zimowego dnia ojciec założył do sań konika i truchtem zmierzaliśmy do tego domu sprawiedliwości jedynie słusznej...

Właściwie, to do sań zaprzęga się koniki, a im zakłada uprzęże. Przynajmniej ja nie słyszałam o zakładaniu konia do wozu.

Od razu zaznaczę, że nie wypisałam nawet połowy sytuacji, gdzie miałeś braki, bądź błędnie umieszczone przecinki. Powinieneś drogi autorze zdecydowanie popracować nad interpunkcją.
Poza tym miałeś trochę zdecydowanie za długich zdań, najbardziej rażący przykład wypunktowałam, oraz często zupełnie niepotrzebną inwersję.

Co do samej treści, to zamieszczona powyżej część jest zdecydowanie zbyt krótka, by cokolwiek jednoznacznego powiedzieć. Widać, że całość dopiero się rozkręca, póki co miejscami jest ciekawie, miejscami nudnawo, generalnie rzecz biorąc przeciętnie.
Przeciętny jest też styl w jakim piszesz – z licznymi wtrętami odautorskimi, dość lekki (co przyznaję z zadowoleniem), ale też dość wtórny. Całość nie specjalnie mnie porwała, choć gdybym miała teraz ocenić, dałabym ostrożnego plusa – głównie za wstęp, który zapowiada że dalej będzie ciekawie.
Pozdrawiam
_________________
Oto krytyk, który idealnie
Umie geniusz połączyć z głupotą,
Każdym słowem dowodząc genialnie
Że jest bardzo genialnym idiotą

J.Tuwim
 
  Ten post został nagrodzony 2 erynikami.   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant

Subza theme modified by CMP

Najlepsze fora Poezja Fantasy TOPLISTA Poezji POEZJA GALERIA POEZJI Pajacyk