Pomogła: 1 raz Wiek: 18 Dołączyła: 10 Mar 2009 Posty: 8 Eryników: 5 Skąd: WLKP
Wysłany: Nie Mar 22, 2009 10:12 pm Zemsta
Zemsta
~1918 rok~
Ból. Olbrzymi ból z każdą kolejną minutą pochłaniał każdy, nawet najmniejszy fragment mojego ciała. Wszystko od jednej, niewinnie wyglądającej rany w udzie. Wychodząc z domu, nie przypuszczałam, że już do niego nie wrócę, a siłując się z bólem byłam pewna, że umrę!
Słyszałam ciche szepty swoich znajomych. Moi przyjaciele martwili się o mnie. Byłam pewna, że są źli na mnie za to, co zrobiłam. Na pewno widzieli też w tym odrobinę swojej winy. Jednak ja wiedziałam, że wyrzuty sumienia powinien mieć ktoś zupełnie inny.
Nie miałam siły się nad tym zastanawiać, męczyło mnie wszystko – myślenie również. Zamknęłam oczy, jednak w niczym to nie pomogło. Bałam się śmierci. Czułam, że zbliża się do mnie nieubłaganie. Słyszałam jej delikatny śmiech, jej kroki. Wiedziałam, że zagląda zza rogu i tylko czeka, kiedy będzie mogła podejść bliżej. Nie chciałam, żeby podchodziła.
Zasnęłam...
~1905 rok~
Letnie słońce chyliło się ku zachodowi. Razem ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi siedziałam na murku i wpatrywałam się w ten piękny widok. Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać, wystarczała mi sama ich obecność.
- Ola? - zapytał jeden z chłopców. Uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. - Odpowiedz mi, ale tak szczerze, ty lubisz mnie? - dokończył wyjątkowo niepewnie.
Zaśmiałam się delikatnie i pocałowałam przyjaciela w policzek.
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem – odpowiedziałam.
Otworzyłam nerwowo oczy. Scena z mojego dzieciństwa, która mi się przyśniła, podziałała jak największa tortura. Nie chciałam ich zostawiać. Chciałam z nimi być na zawsze!
Nie mogłam uwierzyć, że w przeciągu najbliższych kilku godzin moje życie miało się zakończyć. Za każdym razem, gdy o tym pomyślałam, moje serce zaczynało wygrywać jakiś nieznany mi rytm. Zbyt szybki rytm. Z trudem łapałam oddech i zawsze wtedy ktoś znalazł się obok mnie. Ktoś, kto się o mnie martwił. Ktoś, kto miał łzy w oczach. A to działało na mnie z jeszcze większą siłą.
Zamknięte koło...
~1910 rok~
Siedziałam na tym samym murku, co kilka lat wcześniej. Tym razem jednak bez swoich przyjaciół. Mikołaj znowu odpowiedział nie tak jak powinien. Tym razem jednak nie byli dla niego na tyle łaskawi, żeby odpuścić z racji jego młodego wieku.
Opłakiwałam swojego przyjaciela. Wiedziałam, że oni są bez serca i nie ma dla nich znaczenia, ile ma się lat. Wróg to wróg. A dziecko wróg jest jeszcze gorsze.
Kolejna łza spoczęła na ziemi.
Byłam przerażona kolejną wizją z przeszłości. Czyżby całe moje życie miało przelecieć mi przed oczami przed śmiercią? Nie miałabym nic przeciwko, gdyby moje życie miało większość przyjemnych chwil.
Czułam jednak, że to co zrobiłam było słuszne. Nikt nie ma prawa mnie negatywnie oceniać. Chciałam się zemścić i byłam pewna, że w jakimś stopniu mi się to udało.
Wiem, że zemsta nie powinna przeze mnie przemawiać. Tak mnie uczyli rodzice, gdy jeszcze byłam małą dziewczynką i szło mnie jakoś ukierunkować. Nie powinnam też się z niej cieszyć tuż przed śmiercią. Powinnam żałować za grzechy, jednak nie umiałam tego zrobić. Nie, gdy czułam satysfakcję z tego.
Nie zabijaj. Tak napisali w Biblii, tak mnie uczyli od najmłodszych lat, a w ostatnich minutach życia przyłapałam się na tym, że było to dla mnie najnormalniejszą czynnością w świecie. Taką samą jak wyjście z domu czy uścisk dłoni.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że owo przykazanie zostało źle przetłumaczone. Podobno powinno być „nie morduj”. Leżąc na brudnym i zimnych chodniku w jakimś zaułku, marzyłam, żeby to było prawdą. Może wtedy miałabym jeszcze jakąś nadzieję na zbawienie.
~1912 rok~
Stał przede mną z wyciągniętym karabinem. Celował prosto we mnie. Słyszałam jego szyderczy śmiech pogrążony w mroku. Trzeba przyznać, że budowało to atmosferę jakiegoś dobrego horroru. Wiedziałam, że za chwilę mnie zabije. Nie rozumiałam, dlaczego miałby tego nie robić. Wiele razy się z niego naśmiewałam, przedrzeźniałam go, robiłam głupie kawały, EKSPONOWAŁAM SWOJĄ POLSKOŚĆ!!! I głównie za to ostatnie miałam zginąć. Za to, że byłam Polką.
Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie mój najlepszy przyjaciel. Kolejny. Pomógł mi, odpychając drapieżnika i kazał uciekać. Był dla mnie jak starszy brat, zawsze go słuchałam. Nie odwracając się za siebie, ruszyłam wzdłuż ciemnej uliczki.
Odwróciłam się za siebie tylko raz, gdy usłyszałam strzał. Mój kolejny przyjaciel przeniósł się na drugi świat. I znów miałam siedzieć na murku i wylewać łzy.
Świat jest, był i zawsze będzie niesprawiedliwy. Od najdawniejszych czasów panuje w nim taki porządek. To, że ktoś jest większy czy silniejszy, wcale nie znaczy, że przeżyje. Pewnie tylko dlatego miałam nadzieję, że jakoś uda mi się wypełnić swój plan w stu procentach. Chciałam zemścić się za swoich przyjaciół, za swoich braci!
Pobliskie strzały wybudziły mnie z mojego letargu. Otrząsnęłam się i od razu tego pożałowałam. Kolejna fala nieustającego bólu. Rozejrzałam się wokoło. Te same osoby siedziały obok mnie, jednak nie patrzyły na mnie. Byłam im za to wdzięczna – musiałam wyglądać okropnie.
Było mi strasznie gorąco. Musiałam mieć gorączkę, która nie była niczym dziwnym w sytuacji, w której się znalazłam. Czułam się wystarczająco słaba, żeby być pewnym, że to już prawie koniec.
Szyderczy śmiech kostuchy stawał się coraz głośniejszy. Nie chciałam jednak umrzeć. Chciałam przed śmiercią usłyszeć okrzyki radości, chciałam wiedzieć, że moje i innych wysiłki nie poszły na marne. Chciałam przed śmiercią przeżyć najpiękniejszą chwilę swojego życia. Przede wszystkim chciałam umrzeć w wolnym Poznaniu.
~1916~
Biegłam przed siebie. Nie zwracałam uwagi na to, jak bardzo jestem zmęczona. Nie mogłam o tym myśleć, jeżeli chciałam się w porę schować. Już dawno nie powinno mnie być na ulicach. Gdyby wtedy mnie znaleźli, domyśliliby się, że coś kombinowaliśmy. Byłam pewna, że nic bym nie wygadała, jednak wolałam nigdy nie znaleźć się w takiej sytuacji.
Gdzieś za plecami słyszałam śmiechy Niemców. Przez moje ciało przebiegł zimny dreszcz, jednak nie przestawałam biec.
Wpadłam do mieszkania, nie zwracając na nic uwagi. Moi rodzice odetchnęli z ulgą, widząc mnie całą i zdrową. Uśmiechnęłam się do nich serdecznie, jednak nie byłam wstanie się odezwać. Dyszałam jak stary parowóz, ale byłam szczęśliwa. Nadzieja w nas nie gasła... Będziemy wolni!
Otworzyłam oczy, jednak wszystko, co widziałam to tylko zamazane kształty. Czułam łzy spływające po moich policzkach. Było mi zimno i tylko one w pewien sposób mnie ogrzewały.
- Spokojnie – powiedział czyjś głos. Poznałabym go wszędzie.
Tata przysiadł obok mnie i delikatnie zaczął głaskać po głowie.
- Przepraszam – wyszeptałam. - Ja naprawdę chciałam pomóc.
Każde wypowiedziane słowo sprawiało mi ból. Nie tyle fizyczny, co psychiczny. Byłam egoistką! Chciałam pomóc sobie, żebym ja czuła się lepiej. Dlaczego nie pomyślałam o tacie? Na pewno boli go to, że niedługo umrę.
- Nie masz za co przepraszać – wyszeptał do mnie. - Pamiętaj, że zginąć w walce za ojczyznę to zawsze jakieś wyróżnienie – powiedział, cały czas mnie głaszcząc. Chciałam coś odpowiedzieć, jednak od razu mnie uciszył. - Nie przejmuj się niczym. Wszystko będzie dobrze. Gdy już będziemy wolni, będę dumny, że to właśnie moja córka się do tego przyczyniła. Kocham cię.
- Ja ciebie też – wyszeptałam.
~1917~
Wbiegłam do domu, trzaskając drzwiami. Byłam potwornie zła na cały świat. Z jednej strony nie miałam już na nic siły, z drugiej czułam, że muszę się na kimś wyżyć. Chciałam wyjść na ulicę i po prostu bić każdego napotkanego Niemca.
Wyciągnęłam czystą kartkę i długopis.
„Te świnie zabiły mi mamę.
Nie mam już na nic siły, niemcy* zabili mi matkę!!!
Idę się wyżyć.”
Napisałam krótki list do ojca i zostawiłam go na stole. Wybiegłam z domu i nie zwracając na nic uwagi, biegłam prosto przed siebie. Wiedziałam, że tata będzie się martwił, ale nie umiałam inaczej postąpić.
Wiedziałam, że kiedyś się zemszczę za to wszystko. Za mamę, moich przyjaciół, moją rodzinę. Byłam tego pewna!!!
Zamknęłam oczy i czułam, że już ich nie otworzę. Nie miałam na to siły. Ktoś dotknął mojego ramienia.
- Ola – szepnął mi do ucha nasz duchowny. - Jesteś dobrą dziewczyną, poświęciłaś własne życie w walce o dobro ojczyzny i swoich rodaków. Na górze zostanie ci to wynagrodzone.
Słyszałam w jego głosie, że się uśmiecha. Dla wszystkich zawsze był serdeczny. Byłam wdzięczna losowi, że był ze mną w moich ostatnich sekundach życia.
- WYGRALIŚMY – krzyknął ktoś w oddali.
Na początku nie mogłam skojarzyć faktów. Nie wiedziałam, gdzie jestem, co mi się stało i co „wygraliśmy”. Dopiero po krótkiej chwili, gdy usłyszałam obok siebie głos taty, poczułam, że spełnia się mój sen.
- Wygraliśmy, Ola słyszysz? Wygraliśmy – krzyczał.
To mogło znaczyć tylko jedno. Poznań był nasz. Mogłam odejść w spokoju z czystym sumieniem. Umierałam w wolnej Polsce, w wolnym Poznaniu. I co najważniejsze – ja sama już oficjalnie byłam wolna!
*Błąd zamierzony, spowodowany brakiem szacunku bohaterki do narodu niemieckiego.
Po kolei - tytuł. Ostatnio lubię się ich czepiać :) A ten mi się nie podoba. Po pierwsze: skojarzenie z lekturą - a tych nie cierpię (kto przeczyta za mnie 'Faraona?" ;) ), po drugie: nie przykuwający uwagi, po trzecie: oklepany. Zły w sensie, że być taki nie może, to on nie jest, ale wolę - i z pewnością wiele innych osób też - gdy już tytuł woła: "tekst jest świetny/oryginalny/zaskakujący/warty przeczytania!". Ten bynajmniej nie woła.
Podoba mi się ten znaczek między latami. I ubolewam, że na moim laptopie nie da się go zrobić :( Na dużym zaś coraz rzadziej piszę na forum.
Powracając jednak jeszcze do sprawy tytułu - mimo, że ładnie odznacza sie od reszty, to razi mnie z lekka, że go powtarzasz. Błędem to oczywiście nie jest, no ale... Nasuwa się pytanie: po co? By ładnie wyglądało? Nie przekonuje mnie ta odpowiedź.
Ale teraz tekścik:
Cytat:
Ból. Olbrzymi ból z każdą kolejną minutą pochłaniał każdy, nawet najmniejszy fragment mojego ciała.
dwa powtórzenia i to nie byle jakie, które umkną każdemu, nie robiące nic złego. Zacznę od tego "lżejszego", a mianowicie "każdą-każdy". Nie da się go nie zauważyć, tym bardziej, że po "każdy" stoi przecinek i się czytający zatrzymuje, a co za tym idzie - słowo przed znakiem brzęczy mu jeszcze mocniej. Do tego "ból z każdą kolejną minutą pochłaniał każdy (...) fragment" nie do końca brzmi mi po polsku, nie potrafie jednak wyjaśnić, na czym ma według mnie polegać to "niebrzmienie po polskiemu"
Drugie powtórzenie - rzecz jasna "ból" - jeszcze gorsze. I w dodatku zaczynasz nim tekst. Dam przykłady identycznych:
"Śmierć. Jej śmierć zaskoczyła mnie tak nagle."
"Przyjaźń. Wielka przyjaźń między mną a nim skończyła się banalnie i już nie ma nadziei na powrót."
no i jeszcze jedno:
"Płacz. Głośny płacz dziecka obudził mnie z najprzyjemniejszego snu jaki kiedykolwiek miałam."
Ty powiesz, że nie ma w tym nic złego - wszak ludzie nie zmuszają się pisać tak, jak nie lubią (chociaż... ;) ). Ja jednak mówię, że tego typu powtórzenia są przeogromniastookropne. Zalatują grafomanią, jak nic - nawet starałam się pisać te zdania z bylejakością, by jak najlepiej to pokazać. Wiele osób tak pisze, myśląc, że w ten sposób zaskuje/budzi klimat grozy albo i nie grozy, ale na pewno jakiś klimat. to pierwsze "Ból", czy tam "Płacz" albo "Śmierć, nieważne, chodzi ogólnie o pierwszą wypowiedź, nic nie wnosi.
Cytat:
niewinnie wyglądającej rany w udzie
nawet jeżeli można mówić, że jakaś rana jest "w", np. "w ręku", to tutaj ten przyimek tu nie pasuje, gdyż wtedy jak można tą ranę oglądać? Piszesz wszak "wyglądającej"
Cytat:
ciche szepty
to szepty mogą być również głośne?
No właśnie... Właśnie do czego prowadzi nadmierne określanie ;)
Później występują dwa słówka: "swoich" i "Moi". Pozbyłabym się obydwóch :)
Cytat:
ktoś zupełnie inny
kolejne "puste" słowo - "zupełnie", rzecz jasna
Cytat:
jej delikatny śmiech
o, widzę, że budujesz inny wizerunek śmierci. Z delikatnym uśmiechem... ;)
A tak na poważnie - z lekka śmiesznie brzmi.
Cytat:
Zasnęłam...
W całym tekście tylko trzy razy używasz wielokropka, jednak robisz to bez sensu. Bo czy sensem można nazwać: "żeby było 'straszno'/poważnie/by się nad tym zastanowić"? Ale, błagam, nad czym? Niech zasypia i kropka! Dosłownie - kropka.
Zawsze wiedziałam, że zakończenie zdania ot tak, kropką, zamykanie wypowiedzi krótko i bez zbędnego rozmaślania myśli w niej zawartej działa mocniej.
Zauważyłam też, że dość często podkreślasz, że coś nalezy do głównej bohaterki, jak np. "mojego dzieciństwa" czy "moje serce". Tak, tak wiemy, że to chodzi o jej dzieciństwo i jej serce :)
Cytat:
Z trudem łapałam oddech i zawsze wtedy ktoś znalazł sie koło mnie.
zgrzyta mi to zdanie, może nawet jest niepoprawne, nie podoba mi się tu użycie spójnika "i".
Ogólnie, w akapicie, przy którym jestem, jest za dużo "mi", "mnie", "moje"
Cytat:
Zamknięte koło
z lekka to tautologią zalatuje, a nie sądzę, że specjalnie.
Cytat:
Powinnam żałować za grzechy, jednak nie umiałam tego zrobić
mimo wszystko pozbyłabym się pierwszej litery z ostatniego wyrazu ;)
Cytat:
EKSPONOWAŁAM SWOJĄ POLSKOŚĆ!!!
ależ my głusi nie jesteśmy, po co tak krzyczysz? Niczym niedosłysząca staruszka, która gada jak nagłośniej, myśląc, że wszyscy mają coś ze słuchem.
To naprawdę śmiesznie wygląda i aż chce się krzyknąć: "na bloga z tym!".
Cytat:
odpychając drapieżnika
no fajnie, że choć trochę probujesz się nie powtarzać, ale "drapieżnika" tu nie działa za dobrze
Moim zdaniem niepotrzebnie tłumaczysz się z błędu, każdy głupi by się domyślił, co tam on robi, w ogóle to był list, czyli coś pisanego, a w pisanym mogą pojawiać się najróżniejsze błędy i nie trzeba sie z nich tłumaczyć ;)
Jak widzisz, trochę tego jest, a muszę się przyznać, że z chęcią zacytowałabym większość zdań, gdyby nie fakt, że musiałabym pisać pod każdym niemal taki sam komentarz: "zajeżdża klimaciarstwem/grafomonią" lub "okropne powtórzenie".
Właśnie - powtórzenia. Ich ominąć wzrokiem się nie da! Powtarzasz się, by coś mocniej wskazać, powtarzasz nie tylko wyrazy, ale również myśli, tzn dopowiadasz coś oczywistego, jak np. że miała zginąć, bo była Polką. Nic te powtórzenia przyjemnego i dobrego dla tekstu nie robią, a mnie zawsze takie na siłę wciskanie tych samych słów źle się kojarzyło.
Zdecydowanie równiez nadużywasz zaimków. Momentami nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać z ich nadmiaru, ich głupiego nadmiaru, rzecz jasna.
Warsztatowo tragicznie nie jest, literówek nie wyłapałam, troche tam przecinków brakuje, ale to mało ważne sprawy.
Styl osobiście mi się nie podoba, nie ma w nim nic, co by go wybijało nad inne style, czysto klimaciarski, niestety, pisząc, będąc pewna, że poczujemy to samo, co ty/co twoja bohaterka - niestety, nie do końca sie to udaje.
Co do pomysłu - chyba sie nie zdziwisz, jak powiem, że oklepany, co? Zaczyna się trochę nie jak w czasie walki o Polskę, ale jak z przeżyć nastolatki. Cały pomysł jest mało oryginalny, zemsta to stary motyw i powinno się nad nim długo pomyśleć, zanim zechce wplesć ją w tekst - po prostu dlatego, by nie zanudzić czytelnika. Chociaz tekst powyższy tego nie zrobił, to jednak był blisko. Żadnych interesujących momentów, któe jakoś by poprawiały stan tworu, nic kompletnie, nie wiem, może, jak jestem ślepa... ale serio serio nic ciekawego w pomyśle nie widzę.
Pojawia sie też mrok w tekście - argh! ;)
Przyznam się, że po pierwszym czytaniu nie zrozumiałam za bardzo, o co biega. Ale zwalę winę na siebie za nieuważne czytanie ;) Za drugim razem uważałam - bo wyłapywałam błędy - i rozjaśniło mi sie w łepetynie. Kolejny raz o walce o Polsce, o zemście, o poświęceniu się, o marzeniu śmierci w wolnej ojczyźnie (w tym przypadku w Poznaniu). Podane w sposób, który bynajmniej nie zachęca do dalszego czytania.
Końcówka - po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że dość przewidywalna, chociaz może tak miało być. Zakończenie szczęśliwe, choć nie do końca - to na plus.
Bohaterka - jest mi obojętna: ani nie ziębi, ani nie grzeje. Fajnie, ze jest taką patriotką, jednak nie podoba mi się, jak ją nakreśliłaś, że wszystko tak przeżywa, każdy ból, itp.
Ogólnie to chyba nie muszę mówić, że tekst nie przypadł mi do gustu, co? ;)
Rady: uważaj na zaimki, szczególnie gdy piszesz w pierwszej osobie, bo w niej ich nadmiar najmocniej razi. I na inne powtórzenia też uważaj.
No i czytaj. Nie żebym myślała, że tego nie robić. Tak mówię, bo to dobra rada :)
Aha, i komentuj innych - oceniając innych, można się wiele nauczyć. Wszak u innych łatwiej znaleźc błąd.
Pomogła: 49 razy Wiek: 25 Dołączyła: 11 Maj 2008 Posty: 412 Eryników: 393 Skąd: stąd
Wysłany: Pon Kwi 06, 2009 9:09 am
Kyoko napisał/a:
Zemsta
Podpisuję się pod Patką czterema łapami i ogonem, taki motyw zrozumiałabym w dwóch przypadkach: gdyby tekst ten był nawiązaniem jakimkolwiek do dzieła Fredry lub Autorka mieszkałaby w Somalii lub innym miejscu, gdzie Fredry mają prawo nie znać ;) z drugiej strony - jest prosto, bez udziwnień i to też trzeba docenić. Dorzecznie, choć wtórnie.
Resztę ozdobników sobie podaruję, nie czas na to ani miejsce.
Przeczytałam tekst, a po nim komentarz (szkoda, że tylko jeden) i se myślę tak, że Patka ma dużo racji, cieszę się też że przeczytałam, bo bym się powtarzała. Powtórzę więc w skrócie i w punktach:
- Mój/moja/swój... itd. - tego zdecydowanie jest za dużo. Spróbuj, jak będziesz miała już gotowy tekst, pozaznaczać wszystkie mójki/swójki jednym kolorem, zobaczysz ich udział procentowy w całości :) Potem spróbuj kilka usunąć, daję słowo, że tekstowi wyjdzie to na dobre. Potem znów kilka, aż żaden zbędny zaimek się nie uchowa, żadne inne tałatajstwo też. Miałam kiedyś taki problem z przysłówkami. Wydawało mi się, że np. w przypiskach do dialogów trzeba wstawić koniecznie coś w stylu "powiedział cicho", "westchnął głucho", ludzie zwracali mi uwagę, a ja - przyznam się - byłam uparta. Jednak nadszedł w końcu dzień udania się do Worda i tam sobie pozakreślania przysłówków na niebiesko. Zaznaczałam wszystkie, bez litości, po pierwszej próbie usuwania dużo jeszcze zostało, ale nastąpiły kolejne. Teraz z czystym sercem i bez samochwalstwa stwierdzam u siebie poprawę i równie owocnego usuwania życzę Tobie :)
- Wielkie litery - wygląda to niepoważnie, wykrzyknik wystarczy.
- O, i jeszcze zgodzę się z doczepką do pierwszego zdania. Wyświechtany zabieg, nie polecam.
Teraz będę już składać literki i wnioski samodzielnie:
- Tekst ten wrzeszczy do mnie z odległości pięćdziesięciu kilometrów, że jest wprawką jakąś, tworem pojedynkowym, wpisem na bloga i nie wiem, czym jeszcze. Nie dyskryminuję wprawek, lubię pojedynki literackie, blogi toleruję, więc to wszystko nie jest negatywnym porównywaniem. Negatywy są gdzie indziej. Widzisz, ciężko znaleźć fajną wprawkę, tekst pojedynkowy czy wpis na blogu, może Erynie są w jakiejś części wyjątkiem (mamy tu naprawdę do rzeczy teksty czasem:)). Tutaj nie znalazłam odpowiedniej głębi ani odpowiedniego luzu, widzę natomiast konsekwencję, próbę wcielenia się w jakąś postać, formę zamkniętą i nawet całkiem ciekawie (o tym dalej). To nie jest tekst na medal, ale jako coś w rodzaju wprawki właśnie może się obronić. Teraz będzie, dlaczego tak uważam.
- Język, styl, te rzeczy - nie jest tragicznie, świetnie też nie jest. Stany średnie, słowa spełniają swoją rolę, bo przekaz jest prosty, dociera. Rewelacji w tej materii brak i trochę szkoda, bo Autor jakikolwiek oprócz wyobraźni i wiedzy musi mieć też specyficzny sposób łączenia wyrazów w zdania i dalej. Nie chodzi o błędy/ich brak - od tego jest ewentualna korekta; mam na myśli własną manierę jakąś, coś odróżniającego pisaninę jednej osoby od pisaniny innych. Tego nie zauważyłam. Styl przypomina mi ten używany przez zdolne dziewczyny do pisania wypracowań. Wtedy to się nazywa, że "z polotem". W odpowiednich czasach sama próbowałam tworzyć wypracowania z polotem, ale zawsze napychałam w nie dziwnych dość elementów o zabarwieniu humorystycznym ("Granica" Z.Nałkowskiej, opisać tragizm bohatera, na końcu zdanie: "I niech spoczywa w pokoju!" - myślałam, że polonistka łeb mi urwie) - inne panienki robiły to lepiej i subtelniej ;) Taki styl to dobry punkt wyjścia, żeby rozwijać kunszt pisarski, w tym punkcie wierzę w Ciebie i trzymam kciuki.
- Kreacja postaci - nie wierzę Twoim bohaterom i już. Narratorka jest patriotką, ok, jednak albo czegoś zabrakło, albo z czymś przesadziłaś. Niewiele o niej wiemy, jest wrzucona w tło, zbudowana ze scenek teraz i przedtem. Z tych scenek widać, że to słodkie dziewczę, w dodatku z ambicjami, że "pomoże". Jednak za każdym razem, gdy ma okazję pomóc, tchórzy, zalewa się łzami albo pogrąża w mrzonkach o zemście. W porządku - to mi nie przeszkadza, słodkie dziewczę i takie reakcje są na miejscu. Ale mamy też jej przemyślenia, widać to np. tu:
Kyoko napisał/a:
chciałam wiedzieć, że moje i innych wysiłki nie poszły na marne
Podobnie sprawa ma się na końcu, kiedy wychwala ją ojciec i ksiądz. Pokazałaś w tekście przyczyny takiego zachowania albo chociaż namiastkę przyczyn? Nie. Leży to "niby" w sferze domysłów, że dziewczyna leży na łóżku, umiera, marzy o wolności itd, tyle że nie widzę tu nic więcej, poza marną kopią pozy Emilii Plater. O tamtej wiemy, co zrobiła, o tej, że "coś". Patriotka, no dobrze. Poświęciła życie za ojczyznę - jeszcze lepiej, szkoda, że tego nie pokazałaś, np. zamiast marudzenia o zemście i pisania karteczek do "niemców". Ukazane jest tchórzostwo bohaterki, płacz, może jeszcze to, że uczuciowa z niej dziewczyna.
Co jeszcze - jej narracja. Narrację prowadzi osóbka niedojrzała, skupiona na sobie, próbująca upiększać zdania. Mam uwierzyć, że taki ktoś jest w stanie poświęcić się za ojczyznę? Nie wierzę! W każdym akapicie mam wprost wyraźnie napisane, że to niemożliwe, i już. Płytko, po wierzchu, jakieś niby-to emocje. Ból, egoizm, niesprawiedliwość. Piękne hasełka i nic poza tym.
Inne osoby, choć ich mało, też mnie nie przekonują. Nie wierzę, że patriotyzm wypiera z człowieka całą resztę uczuć. Ojciec mówi do umierającej córki o ojczyźnie i chwali ją, jest z niej dumny, spełniła zadanie i niech spada, żadnego żalu, a po co. Ksiądz podobnie. Brak mi - kolejny raz - głębi. Człowiek to nie program pod dosa, człowiek może dużo, w jednej chwili!
- Podoba mi się całkiem rozłożenie tekstu w przestrzeni. Motyw wspomnień nieco oklepany, ale broni się, zestawia tu i teraz z tam i przedtem. W dodatku robi to klarownie, może dzięki datom i kursywie, ale robi. Ładnie poprowadzone i gdyby nie brak głębi (powtaaaarzam się) i wdeptania bohaterów w realia, byłoby znacznie ciekawsze.
Cóż ja mogę na koniec, widać, że mi się nie podobało i widać też, że mogą być z Ciebie ludzie, jeśli popracujesz. Jak na swój wiek piszesz naprawdę nieźle.
Zacznę od tego co mi się nie podobało (będę powtarzać po poprzedniczkach).
Powtórzenia, ogólnie zdania zalatujące grafomanią. Nad stylem powinnaś popracować, wyrobić coś jakby własny. Na to najprostsza rada: dużo czytać i dużo pisać. To podstawa. Widzę, że masz 16 lat - to ani dużo, ani mało. Jeszcze masz dużo czasu i przy odrobinie wysiłku możesz dobrze pisać.
A teraz co mi się podobało (tu już nie będę powtarzać).
Podobała mi się konwencja patriotyczna :) Może to już trochę oklepane, ale ja takie rzeczy lubię.
Estetyka też na duży plus. Niektórzy bardzo niechlujnie prowadzą swoje teksty, że aż czytać trudno, u Ciebie to odpoczynek dla oczu - wszystko podkreślone, pogrubione, wyrównane... miodzio :)
Głównym moim zarzutem (i podsumowaniem jednocześnie) jest nijakość tego tekstu. Nie będę o nim rozmyślać po przeczytaniu, pewnie wkrótce zapomnę. Nawet w miniaturkach oczekuje się od fabuły, że czymś zachwyci, że polubi się bohaterów, że będzie im się współczuć, albo ich nienawidzić. A tu nic, kompletna pustka.
Pozdrawiam!
Agata
_________________ Kapitalizm to nierówny podział bogactwa, zaś socjalizm to równy podział biedy
Winston Churchill
Ostatnio zmieniony przez beatlesfanka Czw Cze 18, 2009 11:41 am, w całości zmieniany 1 raz
Ból. Olbrzymi ból z każdą kolejną minutą pochłaniał każdy, nawet najmniejszy fragment mojego ciała. Wszystko od jednej, niewinnie wyglądającej rany w udzie. Wychodząc z domu, nie przypuszczałam, że już do niego nie wrócę, a siłując się z bólem byłam pewna, że umrę!
Pierwsze trzy linijki i już tyle powtórzeń. A żeby było lepiej - tak jest do samego końca tekstu. Ogólnie znam tę manierę. Też przerabiałam etap, gdy mi się wydawało, że nagromadzenie powtórzeń buduje napięcie. Nic bardziej mylnego. Coś takiego sprawia jedynie, że tekst jest męczący.
Co dalej. Nie podoba mi się, że retrospekcję są pisane w pierwszej osobie. Jeżeli są czymś w rodzaju snów, lepiej będą się prezentować w trzeciej osobie. Może nawet w czasie teraźniejszym.
Kyoko napisał/a:
„Te świnie zabiły mi mamę.
Nie mam już na nic siły, niemcy* zabili mi matkę!!!
Idę się wyżyć.”
Kyoko, proszę Cię. To jest poniżej wszelkiej krytyki. :/
Ogólnie tekścik jest strasznie naiwny. Rozumiem, że nie każdy potrafi pisać o wojnie jak Grudziński czy Kertesz, ale po szesnastolatce spodziewałam się czegoś głębszego niż monolog umierającej nastolatki.
Nie przemawia do mnie.
Akemi
_________________ i just can't get you out of my head
Pomogła: 9 razy Wiek: 16 Dołączyła: 28 Kwi 2009 Posty: 39 Eryników: 31 Skąd: z metra
Wysłany: Wto Cze 02, 2009 3:54 pm
Cytat:
Wychodząc z domu, nie przypuszczałam, że już do niego nie wrócę, a siłując się z bólem byłam pewna, że umrę!
Nie rozumiem intencji wykrzyknika na końcu. Gdyby druga część zdania wisiała samotnie – ok. W jakiś tam sposób chciałaś pokreślić, że dziewczyna umiera (chociaż nie trzeba od razu krzyczeć, czytelnik nie idiota – widzi). Ale naprawdę nie potrafię zrozumieć, co jest takiego krzyczącego w wychodzeniu z domu i ewentualnym niewracaniu.
Kod:
Słyszałam ciche szepty swoich znajomych. Moi przyjaciele martwili się o mnie.
Tego też do końca nie pojmuję. Rozumiem, że martwią się o nią ci, którzy szepczą (a przynajmniej tak można wywnioskować). A w takim wypadku znajomi i przyjaciele nie mogą być synonimami, bo są to rzeczowniki o innym zabarwieniu uczuciowym.
Za to w części z roku 1905 ten przyjaciel tak szaleje, że mam ochotę pobiec po dobry słownik.
Cytat:
- Ola? - zapytał jeden z chłopców.
To narracja pierwszoosobowa. Zakładamy, że bohaterka zna z imiona własnych przyjaciół, więc nie ma sensu zasłanianie się ogólnikami.
Cały czas zgrzytają mi zaimki. Zdecydowanie ich nadużywasz. Ciągle podkreślasz co jest czyje, a narratorka chyba popada w narcyzm, skoro musi się dowartościowywać i zaznaczać, że to o nią chodzi. Na przykład tutaj:
Cytat:
Nie mogłam uwierzyć, że w przeciągu najbliższych kilku godzin moje życie miało się zakończyć. Za każdym razem, gdy o tym pomyślałam, moje serce zaczynało wygrywać jakiś nieznany mi rytm. Zbyt szybki rytm. Z trudem łapałam oddech i zawsze wtedy ktoś znalazł się obok mnie. Ktoś, kto się o mnie martwił. Ktoś, kto miał łzy w oczach. A to działało na mnie z jeszcze większą siłą.
Cytat:
Mój kolejny przyjaciel przeniósł się na drugi świat.
A ile tych światów mamy w ogóle?
Cytat:
Świat jest, był i zawsze będzie niesprawiedliwy.
Straszliwie denerwują mnie takie pseudo odkrywcze teksty stare jak świat i nic nie wnoszące do fabuły.
Cytat:
Chciałam przed śmiercią przeżyć najpiękniejszą chwilę swojego życia.
No, a to jest dla mnie zagadka. A przypadkiem nie chodziło Ci o to, że chciała je sobie przypomnieć? Przeżywa się całe życie, co by nie było, życie jest przed śmiercią. Takie maseło Ci trochę wyszło.
Cytat:
Już dawno nie powinno mnie być na ulicach.
A na ilu była równocześnie?
W związku z tym, że mamy tyle wspaniałych książek na temat wojny, pisanych przez samych uczestników tych wydarzeń, Twój tekst wypada jeszcze bardziej blado niż powinien. Wybrałaś sobie trudny temat i poległaś na całej linii. Jest jeden plus. Umiejscowiłaś bohaterkę w Poznaniu, a jak wiadomo, w szkołach powstanie wielkopolskie jest omijane szerokim łukiem, a to ono odniosły prawdziwy sukces. Za to klęskom są poświęcane oddzielne tematy… Ough, ale ja nie o tym chciałam. Kwestia tego Poznania jest jednocześnie porażką i sukcesem. O drugim już wspomniałam, ale jeśli chodzi o pierwsze… Nie pokazałaś nic charakterystycznego dla tego wspaniałego miasta. Właściwie mogłabyś umieścić Olę pod Grunwaldem, a i tak nikt by się nie zorientował.
Wszystko potraktowałaś po macoszemu. Ojca Oli pokazałaś jako człowieka raczej ograniczonego, sypiącego pseudo mądrościami z rękawa, a to dziwne, zważywszy na to, że ledwo dwa zdania mu w usta wsadziłaś.
Za mało miejsca sobie wygospodarowałaś, żeby pchać się z takimi retrospekcjami. Daty w ogóle są zbędne, bo oprócz nich, nic nie mówi mi o sytuacji, w jakiej ta dziewczyna się znalazła. Wykaż się kreatywnością i zbuduj to za pomocą słów, a nie kilku liczb. Narobiłaś zamętu, a nie przekazałaś nic konkretnego. Nawet uczucia zostały upchnięte w ciasnym worku, bo - jak na taki kawał gadania o niczym - powinno się ich pojawić więcej.
Cytat:
*Błąd zamierzony, spowodowany brakiem szacunku bohaterki do narodu niemieckiego.
To tylko mnie przekonało o tym, że ten tekst jest do niczego. Dlaczego? Bo powinien bronić się sam. Wszelkie tego typu adnotacje pokazują, że sama nie wierzysz w swoje słowa, umieszczone w tekście. To czytelnik decyduje, czy są wiarygodne. To, że osoby X napisze, że jest zabawna, nie oznacza, że Y będą jego żarty śmieszyć.
Reasumując – temat źle dobrany, stylistyka leży (ubogie słownictwo wychodziło każdą stroną), przesłania brak, choć wyraźnie widać, że jakieś miało być, ale po drodze chyba uciekło.
Pomógł: 12 razy Dołączył: 24 Maj 2009 Posty: 53 Eryników: 15 Skąd: stąd innego, niż kate-rama
Wysłany: Sro Cze 17, 2009 11:38 pm
żyjemy w świecie ustalonych wzorców. wiemy, co to telefon, telewizor, do czego służy karabin też zasadniczo wiemy, bo widzieliśmy w telewizorze. będąc członkiem polskiego społeczeństwa wiemy - jeszcze - o martyrologii powstańczej i nie tylko Narodu Polskiego. pamiętamy, że jedynym udanym powstaniem było Powstanie Wielkopolskie w 1918 r. dla ułatwienia w "układaniu świata", posługujemy się zbitką pojęciową, by nie powiedzieć komunałem (albo głodnym kawałkiem), według którego Polak to nierozsądny romantyk, Niemiec to karny, choć bez wyobraźni, ale butny (tym bardziej!) rewizjonista i rewanżysta. w starciu tak widzianych nacji, przegrywa z początku ten romantyk, bo goni z szablą na czołgi, ale odnosi najpierw zwycięstwo moralne, a potem i militarne, bo - jak wiadomo - dobro zawsze ostatecznie zwycięża. wyposażony w taką wiedzę twórca, raczej nie da rady zachwycić. i potwierdzeniem tego jest powyższe opowiadanie: bohaterka jest krwawiącą na duszy i na ciele Patriotką, która się mści. w efekcie ile jest w tym patriotyzmu, a ile osobistych porachunków - raczej łatwo dostrzec. z retrospekcji wynika, że bohaterka obnosiła się ze swoją polskością i prowokowała, ocierając się o śmierć z rąk złego niemca (pozostanę przy konwencji Autorki, aby podkreślić, że ów niemiec jest zły. właściwie, należałoby zatem napisać: Zły :) ) a potem straciła matkę. jak wynika z kontekstu - bo opisu konkretnego brak - winę za to ponoszą owi niemcy. ale i to nie jest takie istotne. w końcu to, że ktoś zostaje uznany za bohatera bierze się z takich różnych przyczyn. często osobiste przeżycia skłaniają do najbardziej wzniosłych czynów i nie ma w tym żadnej sprzeczności.
jednakże twórca pragnąwszy osadzić swoje dzieło w realiach historycznych, w rzeczywistości jedynie sadzić musi błąd za błędem, jeśli nie dysponuje rzetelną wiedzą na temat tych realiów. odwołanie się do schematów i stereotypów stacza dzieło na poziom broszury agitacyjnej, której wartość jest - eufemistycznie mówiąc - dość ulotna. o ile bowiem Szekspirowi łatwo wybaczymy, że w swojej komedii wyprawił bohatera do brzegów czeskich, a zaprzyjaźnionemu z Hamletem królowi Norweskiemu (sic!) pozwolił podbić Polskę, to pisarzowi umieszczającemu swą akcję w czasach mu niewspółczesnych wybaczyć takie zabawy trudno. musiałby zachwycić czymś innym przynajmniej dla równowagi.
wprawdzie mam świadomość, iż nie było zamierzeniem autorki nauczać czytacza historii regionu poznańskiego, bo chociażby sam tytułu wskazuje, iż w treści przede wszystkim chodzi o emocje, to jednak oczekiwać by należało jakiegoś bliższego uzasadnienia. jasne jest, że strata matki i przyjaciela jest wystarczającym powodem do zemsty. problem w tym, iż rzecz nie wygląda przekonywująco, a nawet nieco humorystycznie, jeśli zauważymy, że długopis, którym bohaterka pisze na czystej kartce o świniach został wynaleziony ponad dwadzieścia lat po opisywanych w tekście wypadkach. istotne jest jednak zupełnie co innego. Poznań w zaborze pruskim opisywany jest wprawdzie oszczędnie, ale nie jak część jednolitego organizmu państwowego Rzeszy Niemieckiej - a taką był! - lecz jako terytorium okupowane, gdzie za manifestowanie polskości jakiś niemiec mierzy do bohaterki z karabinu! o święta naiwności! wprawdzie to w poznańskiem toczyła się najdłuższa Wojna Nowoczesnej Europy, ale była to wojna ekonomiczna, oparta na regułach podyktowanych przez normy prawne. żaden krwiożerczy niemiec, albo nawet Niemiec nie mierzył z karabinu do małoletnich, a ci nie prowokowali osób uzbrojonych bezmyślnym wykrzykiwaniem im w twarz swojej polskości. oczywiście były np. takie zdarzenia jak bunt dzieci we Wrześni, ale należały do zdarzeń wyraźnie spowodowanych zarządzeniem władz państwowych. o ekscesach narodowościowych w Poznaniu historia milczy, choć nie pomija zjawiska germanizacji. co ciekawe w znamiennym dla części ziem polskich roku 1905 w opowiadanku zarezerwowano dla bohaterki jedynie przeżycia natury towarzyskiej. pięć lat później (np. okrągła rocznica bitwy pod Grunwaldem - bohaterka opłakuje śmierć przyjaciela. tu po raz pierwszy widzimy, że w Poznaniu trwa bezlitosna okupacja! dwa lata później bohaterka patrzy na karabin od niebezpiecznej strony, trzymany przez drapieżnika (od strony bezpiecznej). w 1916 roku, roku Aktu 5 listopada, drugim roku Wielkiej Wojny, bohaterka konspiruje (wciąż pod okupacją!): za plecami słyszy śmiech Niemców, co przenika ją dreszczem, a w ogóle to ucieka, bo dawno jej nie powinno być na ulicach. no bo w okupację narządza się godzinę policyjną. wszystko jasne. brakuje tylko opisu łapanek! rok później bohaterka traci matkę i - nie mając siły - postanawia się wyżyć.
a całe to kalendarium jest migawką retrospekcji bohaterki konającej, która dokonała jakiegoś czynu służącego Sprawie i w ten sposób dokonując zemsty. powyżej przeczytałem, że ojciec bohaterki jawi się jako ktoś ograniczony umysłowo i trudno się z tym nie zgodzić. oto umiera mu córka, a ten ględzi o wygranej. coś tak samo sztuczne to, jak na tym starym radzieckim filmie o Aleksandrze Newskim, gdzie dwu młodych rybaków naprawia sieci i gawędzi sobie "wesoło": Nie czas nam sieci naprawiać, a Niemca bić!...
czytając powyższy tekst trochę wytrzeszczałem oczy, a trochę tarłem je ze zdumienia. choć czytałem na ekraniku iPhona (a co tam, małodusznie pochwalę się!), to jednak gest ten raczej był oznaką intensywnej pracy mojego małego rozumku, niż trudności z odczytaniem. w efekcie nie wiadomo czy to jest zemsta, czy też co innego. starożytni mówili: zemsta jest rozkoszą bogów. inni, współcześni im starożytni zapisali w Piśmie: pomsta do mnie należy - mówi Pan. no i jak tu im nie przyznać racji?
Czytając Twoją miniaturkę, przypomniałam sobie o podobnym tekście napisanym przeze mnie. Bardzo trudno jest pisać o tych momentach naszego kraju, mało komu wychodzi to na zdrowie. Na myśl o tamtej mojej próbie aż mi zęby z niesmaku zgrzytają.
Tobie wyszło znacznie lepiej, ale i tak nie jest dobrze - to bardzo wyrafinowana sztuka opisywać tamten ból, zwłaszcza, kiedy nie miało się z nim bezpośredniego kontaktu. I może i młodzi, tak jak ja, nie powinni dotykać tego tematu, jednak wydaje mi się, że to dobrze, że jednak poszukuje się prawdy i morału w tym wszystkim.
A teraz do rzeczy.
Jak poprzednicy powtórzę - tytuł nie był dobrym pomysłem. Może i zwięzły, treściwy, krótki - taki jak powinien być idealny tytuł. Jednak Zemsta jest już strasznie wyświechtana! Jest tysiące dzieł sztuki nazwanych tak samo, już nawet o Fredrze wspominać nie będę.
Idźmy dalej. Zbyt dużo znanych i często powtarzanych przez początkujące autorki zwrotów, np.:
Cytat:
pochłaniał każdy, nawet najmniejszy fragment mojego ciała.
Cytat:
Słyszałam jej delikatny śmiech, jej kroki. Wiedziałam, że zagląda zza rogu i tylko czeka, kiedy będzie mogła podejść bliżej.
Co jeszcze? Dużo nieprawdopodobieństwa. Szczególnie uderzyła mnie jedna scena:
Cytat:
- Spokojnie – powiedział czyjś głos. Poznałabym go wszędzie.
Tata przysiadł obok mnie i delikatnie zaczął głaskać po głowie.
- Przepraszam – wyszeptałam. - Ja naprawdę chciałam pomóc.
Każde wypowiedziane słowo sprawiało mi ból. Nie tyle fizyczny, co psychiczny. Byłam egoistką! Chciałam pomóc sobie, żebym ja czuła się lepiej. Dlaczego nie pomyślałam o tacie? Na pewno boli go to, że niedługo umrę.
- Nie masz za co przepraszać – wyszeptał do mnie. - Pamiętaj, że zginąć w walce za ojczyznę to zawsze jakieś wyróżnienie – powiedział, cały czas mnie głaszcząc. Chciałam coś odpowiedzieć, jednak od razu mnie uciszył. - Nie przejmuj się niczym. Wszystko będzie dobrze. Gdy już będziemy wolni, będę dumny, że to właśnie moja córka się do tego przyczyniła. Kocham cię.
- Ja ciebie też – wyszeptałam.
TO JEST NIEMOŻLIWE! Człowiek, który najpierw stracił żonę i normalne, szczęśliwe życie, patrzy na śmierć córki. I co robi? Pociesza ją, mówi, że się cieszy, że ta umiera za kraj? Niemożliwe. W takim stanie człowiek wpada w szał, chce walczyć o tą ostatnią nic połączenia z dawnym, poukładanym życiem - córkę. A nawet gdyby był tak zrozpaczony, że uważałby, że to nawet lepiej, że córka odchodzi stąd, bo nie widziałby już szansy na odzyskanie wolności, nie mówiłby o życiu po tym wszystkim - on by sobie tego nawet nie mógł wyobrazić.
Może plotę, ale zawsze takie rzeczy mnie uderzają i po prostu musiałam trochę poględzić.
Ogólnie nie jest najgorzej, ale cholernie dużo brakuje do miana dobrego opowiadania.
Pozdrawiam.
_________________ nie ma żadnego grzechu nie ma powinności
wystarczy istnieć szumieć dążyć
wystarczy rosnąć piąć się rozgałęziać /świetlicki/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum